Wszyscy należymy do jednej drużyny, a niektórzy z uporem maniaka strzelają samobóje do bramki...
Dzwoni moja ulubiona księgowość
- brakuje nam podpisów na raporcie (...) odesłaliśmy do podpisy do waszej kierowniczki i nie dostaliśmy z powrotem
- a co ja mam z tym wspólnego?
- bo ona z uporem maniaka ich nie podpisuje - zaczyna się wkurwiający podniesiony jebiący MNIE ton - poza tym jest "taka, sraka i owaka"
- może nie takim tonem do mnie, po drugie jak macie do niej jakieś zastrzeżenia to kontaktujcie się z nią
- ale twoim obowiązkiem jest dopilnowanie żeby ona wykonywała swoje obowiązki
- no chyba wam się coś pomyliło, ja wiem jakie są moje obowiązki i z całą pewnością nie należy do nich odpowiadanie przed wami za moją kierowniczkę i nie zamierzam dalej tego wysłuchiwać - jeb słuchawką
Po chwili dzwoni Vice, królowa świętych krów i dalej w tym tonie
- nie krzycz na mnie i powtarzam jeśli macie problem z nią to dzwońcie do niej - jeb słuchawką
Prez ma nieszczęście być u nas w trakcie awantury, więc wkurwiona wykładam mu:
- ja sobie nie życzę żeby one do mnie dzwoniły i jebały mnie za kogoś innego, jak mam z kimś problem to mówię to tej osobie, a nie osobom trzecim, im to już się całkiem we łbach pomieszało, jeśli sądzą, że my się tu nudzimy tak jak one to zapraszam po weekendzie na nasze 9-10 godzin pracy ciurkiem bez siku, czy śniadania, kurważ mać wszystko dostają podane na tacy, mają tylko zaksięgować i wiecznie jest jakiś problem, ja już jestem za stara żeby wysłuchiwać te ich wieczne żale i pretensje, co ja jestem jakaś ich prywatna dziewczynka do bicia i odreagowywania?
Prezes się po angielsku zmył, dopadł mnie kierownik z wielkim uśmiechem na ustach
- ja cię lubię i szanuję wiesz? ty się nie pierdolisz, tylko prosto i krótko
No raczej, ja mam za dużo pracy żeby się wciągać w ich intrygi.
Młode zaliczyły opad szczęki, bo de facto zjebałam Vice
- a ja myślałam, że się lubicie, tak szczebiotała do ciebie jak tu była
- taa uwielbiamy się, ona tylko stwarza pozory, a jestem przekonana, że gdyby mogła to wbiłaby mi nóż w plecy i rozcięła do samej dupy, kiedyś same się przekonacie jaka jest przyjemna...
10 grudnia 2013
30 października 2013
266.
Osiągnęłam poziom ubezpieczeniowego wkurwa przez mail od brokera:
"Uprzejmie proszę o informację czy straż pożarna podała ostateczną (nie prawdopodobną jak w dotychczasowym zaświadczeniu) przyczynę pożaru. Proszę również o informację, czy przeprowadzili Państwo prace, które miały na celu ograniczenie ryzyka ponownego wystąpienia podobnej szkody. Pytania te zadaje Uniqa TU SA; przedstawienie oferty wznowieniowej UNIQA warunkuje udzieleniem odpowiedzi na zadane pytania. Ze względu na wysoką szkodowość może się zdarzyć, iż inne zakłady ubezpieczeń nie przedstawią oferty, dlatego w tym roku szczególnie zależy nam na ofercie od obecnego ubezpieczyciela.
"Uprzejmie proszę o informację czy straż pożarna podała ostateczną (nie prawdopodobną jak w dotychczasowym zaświadczeniu) przyczynę pożaru. Proszę również o informację, czy przeprowadzili Państwo prace, które miały na celu ograniczenie ryzyka ponownego wystąpienia podobnej szkody. Pytania te zadaje Uniqa TU SA; przedstawienie oferty wznowieniowej UNIQA warunkuje udzieleniem odpowiedzi na zadane pytania. Ze względu na wysoką szkodowość może się zdarzyć, iż inne zakłady ubezpieczeń nie przedstawią oferty, dlatego w tym roku szczególnie zależy nam na ofercie od obecnego ubezpieczyciela.
Przypominam
się również w sprawie odpowiedzi na pytanie Pana R. z N.,
który pytał czy prześlą Państwo jeszcze dodatkowe faktury do ww. szkody ponad te, które wpłynęły dotychczas."
No bez jaj:
"Straż nie podała ostatecznej przyczyny pożaru, dla nas szczerze mówiąc
istotne było czy to jest wina nasza czy wykonawcy. Skoro okazało się, że
jest to wina wykonawcy, ewentualnie - druga wersja - jego podwykonawców
to my jesteśmy ubezpieczeni, a regres szkody już nas nie interesuje.
Jeśli chodzi o określenie przyczyny pożaru to zdaje się ubezpieczyciel
po to wynajął N., aby ci jako specjaliści określili ostateczną
przyczynę. Ponadto chciałabym nadmienić, że zgodnie z orzecznictwem Sądu
Najwyższego po
otrzymaniu zawiadomienia o wypadku to zakład ubezpieczeń obowiązany
jest do ustalenia przesłanek swojej odpowiedzialności oraz do zbadania
okoliczności dotyczących wysokości szkody. Zakład ten ma obowiązek,
aktywnego, samodzielnego wyjaśnienia okoliczności wypadku i wysokości
szkody. Tego obowiązku, należącego do istoty działalności
ubezpieczeniowej, ubezpieczyciel nie może przerzucić na inne podmioty.
My nie unikamy odpowiedzi na pytania zadawane przez ubezpieczyciela,
jak również udostępniliśmy wszystkie potrzebne materiały i obiekty, aby
ubezpieczyciel posiadł pełną wiedzę potrzebną do wykonania czynności
likwidacyjnych.
U. doskonale się orientuje w zakresie wykonanych prac, naprawiliśmy dach i to co uległo zniszczeniu, aby wykluczyć prawdopodobieństwo zaistnienia podobnego zdarzenia w przyszłości, zostały zbadane wszystkie instalacje, niezgodności między projektem, a wykonaniem nie jesteśmy na razie w stanie w 100% wyeliminować bez częściowej rozbiórki obiektu.
U. nie może warunkować przedstawienia nowej oferty tym, że de facto to oni nie wykonali swojej pracy, a zakładam, że nie wykonali skoro Pana ustami pytają czy my znamy ostateczną przyczynę szkody. Jest to co najmniej niepoważne.
Rozumiem, że mamy wysoką szkodowość i że inne zakłady mogą nie chcieć przedstawić nam oferty, albo przedstawić z zaporową składką, ale po tych kilku latach problemów z U. naprawdę - jeśli będzie taka możliwość - chętnie ubezpieczymy się w innym towarzystwie. Są firmy, które mają jeszcze większą szkodowość, a jednak są gdzieś ubezpieczone.
Pan R. wie, że ostatnie faktury i arkusze kalkulacyjne kosztów dostanie najpóźniej do 20 listopada br. o czym informowałam go w mailu z potwierdzeniem przeczytania 16.10.2013 r."
U. doskonale się orientuje w zakresie wykonanych prac, naprawiliśmy dach i to co uległo zniszczeniu, aby wykluczyć prawdopodobieństwo zaistnienia podobnego zdarzenia w przyszłości, zostały zbadane wszystkie instalacje, niezgodności między projektem, a wykonaniem nie jesteśmy na razie w stanie w 100% wyeliminować bez częściowej rozbiórki obiektu.
U. nie może warunkować przedstawienia nowej oferty tym, że de facto to oni nie wykonali swojej pracy, a zakładam, że nie wykonali skoro Pana ustami pytają czy my znamy ostateczną przyczynę szkody. Jest to co najmniej niepoważne.
Rozumiem, że mamy wysoką szkodowość i że inne zakłady mogą nie chcieć przedstawić nam oferty, albo przedstawić z zaporową składką, ale po tych kilku latach problemów z U. naprawdę - jeśli będzie taka możliwość - chętnie ubezpieczymy się w innym towarzystwie. Są firmy, które mają jeszcze większą szkodowość, a jednak są gdzieś ubezpieczone.
Pan R. wie, że ostatnie faktury i arkusze kalkulacyjne kosztów dostanie najpóźniej do 20 listopada br. o czym informowałam go w mailu z potwierdzeniem przeczytania 16.10.2013 r."
Mój poziom boskości w tematyce ubezpieczeniowej wzrasta z każdą bitewką ;>
29 października 2013
265.
Matki Boskiej Pieniężnej za dany miesiąc mamy do 28 każdego m-ca. W związku z czym kadrom mega problem sprawiają nasze zwolnienia w okresie okołowypłatowym.
Jedna z koleżanek wylądowała w szpitalu z nagłą operacją i wnioskując po płaczu niefajną diagnozą. Kadry nie dają za wygraną, dzwonią i dzwonią, a u nas nowych wieści brak
- możecie powiedzieć czy i w jakim terminie A. ma zwolnienie?
- nie, nie możemy, bo nie wiemy
-a może byście się z łaski swojej dowiedziały
- nie wydaje mi się żeby będąc w trakcie bycia operowaną odebrała telefon ;>
Czy to jest kurwa taki problem zrobić w przyszłym miesiącu korektę do wynagrodzenia?!
Jedna z koleżanek wylądowała w szpitalu z nagłą operacją i wnioskując po płaczu niefajną diagnozą. Kadry nie dają za wygraną, dzwonią i dzwonią, a u nas nowych wieści brak
- możecie powiedzieć czy i w jakim terminie A. ma zwolnienie?
- nie, nie możemy, bo nie wiemy
-a może byście się z łaski swojej dowiedziały
- nie wydaje mi się żeby będąc w trakcie bycia operowaną odebrała telefon ;>
Czy to jest kurwa taki problem zrobić w przyszłym miesiącu korektę do wynagrodzenia?!
24 października 2013
264.
Kierowniczkę pokarało, coś jej jebło w plecach tak, że chodzi zgięta
- dziecko, dzieckoo, myślisz, że jak pójdę dziś do lekarza to da mi jakiś zastrzyk i przestanie boleć?
- tak za ucho i wszystko zniknie, ból fizyczny i psychiczny
- małpo!
- pewnie mam raka, kurwa, i już poszło mi w kręgosłup
- jasne, złego licho nie bierze, więc nie martwiłabym się na zapas
- jędza
- dziecko, dzieckoo, myślisz, że jak pójdę dziś do lekarza to da mi jakiś zastrzyk i przestanie boleć?
- tak za ucho i wszystko zniknie, ból fizyczny i psychiczny
- małpo!
- pewnie mam raka, kurwa, i już poszło mi w kręgosłup
- jasne, złego licho nie bierze, więc nie martwiłabym się na zapas
- jędza
8 października 2013
263.
Piąty miesiąc leci jak czekamy na raport biegłego sądowego. Sytuacja z założenia zUa, bo nie mogę bez tego ruszyć dalej z moją główną szkodą. Zjebawszy Prezesa uzyskałam numer do rzeczoznawcy, który to się ze mną umawiał i umawiał i umawiał, a w sumie chuj z tego wychodził.
- ten facet nie dość, że jest flegmatyczny, to jeszcze mega nieodpowiedzialny i szczerze mówiąc już mnie powoli doprowadza do wkurwa
- mnie też, dlatego kontakty z nim scedowałem na panią :)
- powiedział, że będzie jutro o 8, ostrzegam, że jak znowu się nie pojawi to go zjebię
Oczywiście się nie pojawił, poczekałam godzinę i dzwonię do gada
- aaa dzień dobry właśnie miałem do pani dzwonić, już trzymałem telefon, bo widzi pani mam taką nieprzewidzianą sytuację
- panie J. szczerze mówiąc nie interesuje mnie ta sytuacja, jak nie mamy czasu czegoś zrobić, to się za to po prostu nie zabieramy, a nie trzymamy 10 srok za ogon i obiecujemy cuda na kiju, jesteśmy dorośli, więc zachowujmy się odpowiedzialnie, oczekuję konkretnej odpowiedzi KIEDY będę miała raport
- przyjadę o 13, tym razem na pewno
Oczywiście nie przyjechał, dzwoni Prez
- ja już nie wiem co mam z nim zrobić, on już pracował dla naszego szefa i wszystko było ok
- no nie wiem, może to było zanim amputowano mu jaja i ośrodek decyzyjny...
Przyjechał chwilę przed wyjściem z pracy i zaczął mi opowiadać jakieś bajki o ubezpieczeniach (w których to ja mam czarny pas, więc nie ucz ojca dzieci robić) i o tym, że mój prezes (też nie ma jaj więc) go nie poganiał wobec czego robił sobie inne rzeczy, przetrzymałam również stwierdzenie, że jestem konkretna i nigdy mu się nie zdarzyło, żeby ktoś tak go obsztorcował, zakończył tę miłą pogadankę stwierdzeniem, że w smoleńsku to był zamach, ale to chyba oczywiste
- panie J. byliśmy umówieni 2 godziny temu, teraz jestem zajęta, dziękuję za raport, do widzenia - wyjebawszy go za drzwi zadzwoniłam do preza - był, przywiózł raport, który pisał 5 miesięcy, raport ma 1,5 strony
- to żart?! on za ten raport zawołał 4.500 zł, wie pani co ja mogę sobie zrobić z taką ekspertyzą?!
- no cóż, zakupił pan najdroższą srajtaśmę w swoim życiu...
Poważnie, nigdy nie spotkałam takiej pizdy w wydawałoby się dosyć profesjonalnym opakowaniu.
- ten facet nie dość, że jest flegmatyczny, to jeszcze mega nieodpowiedzialny i szczerze mówiąc już mnie powoli doprowadza do wkurwa
- mnie też, dlatego kontakty z nim scedowałem na panią :)
- powiedział, że będzie jutro o 8, ostrzegam, że jak znowu się nie pojawi to go zjebię
Oczywiście się nie pojawił, poczekałam godzinę i dzwonię do gada
- aaa dzień dobry właśnie miałem do pani dzwonić, już trzymałem telefon, bo widzi pani mam taką nieprzewidzianą sytuację
- panie J. szczerze mówiąc nie interesuje mnie ta sytuacja, jak nie mamy czasu czegoś zrobić, to się za to po prostu nie zabieramy, a nie trzymamy 10 srok za ogon i obiecujemy cuda na kiju, jesteśmy dorośli, więc zachowujmy się odpowiedzialnie, oczekuję konkretnej odpowiedzi KIEDY będę miała raport
- przyjadę o 13, tym razem na pewno
Oczywiście nie przyjechał, dzwoni Prez
- ja już nie wiem co mam z nim zrobić, on już pracował dla naszego szefa i wszystko było ok
- no nie wiem, może to było zanim amputowano mu jaja i ośrodek decyzyjny...
Przyjechał chwilę przed wyjściem z pracy i zaczął mi opowiadać jakieś bajki o ubezpieczeniach (w których to ja mam czarny pas, więc nie ucz ojca dzieci robić) i o tym, że mój prezes (też nie ma jaj więc) go nie poganiał wobec czego robił sobie inne rzeczy, przetrzymałam również stwierdzenie, że jestem konkretna i nigdy mu się nie zdarzyło, żeby ktoś tak go obsztorcował, zakończył tę miłą pogadankę stwierdzeniem, że w smoleńsku to był zamach, ale to chyba oczywiste
- panie J. byliśmy umówieni 2 godziny temu, teraz jestem zajęta, dziękuję za raport, do widzenia - wyjebawszy go za drzwi zadzwoniłam do preza - był, przywiózł raport, który pisał 5 miesięcy, raport ma 1,5 strony
- to żart?! on za ten raport zawołał 4.500 zł, wie pani co ja mogę sobie zrobić z taką ekspertyzą?!
- no cóż, zakupił pan najdroższą srajtaśmę w swoim życiu...
Poważnie, nigdy nie spotkałam takiej pizdy w wydawałoby się dosyć profesjonalnym opakowaniu.
19 września 2013
262.
Kierowniczka od początku tygodnia ma wkurwa, co objawia się notorycznym opierdalaniem wszystkich z góry do dołu za wszystko. Dodatkowo sama stwarza sytuacje do kolejnych zjebek (np. wysłała mnie do urzędu -1,5 godz. - w czasie, w którym powinnam być w firmie i robić inne rzeczy, które nie zostały zrobione co okazało się oczywiście moją winą, kolejka w urzędzie też była moją winą). I tak od poniedziałku po kilkanaście razy dziennie, cierpliwość skończyła mi się dopiero dziś, kiedy moją winą okazał się również fakt, że nie wyrabiam się z 1,5 etatu w ciągu 8 godzin.
- jak pan przyjedzie to musimy porozmawiać - poinformowałam preza, po 10 minutach już był - oo tak szybko?
- z tonu pani głosu wywnioskowałem, że nie ma co zwlekać...
- czy byłby pan łaskaw poinformować panią kierownik czym dokładnie się zajmuje w firmie? albowiem jeśli jeszcze raz usłyszę zarzut, że ona "robiąc to co ja, się wyrabiała, a ja nie potrafię" to przysięgam wstanę i wyjdę
- przecież ona te 20 lat temu robiła zaledwie część z tego co pani
- prawda, poza tym jak mam pracować kiedy co chwilę do mnie dzwoni, albo przychodzi i zawraca mi głowę, albo kiedy muszę z czcigodną nabożnością obsługiwać poza kolejnością jej znajomych, latając w tę i we w tę, bo im się nie chce ruszyć tyłka na piętro, albo kiedy zamiast pracować spędzam 1,5 godziny bezproduktywnie w kolejce, podczas gdy mógłby tam iść ktoś, kto siedzi i nie ma co robić, a już za absolutne przegięcie pały uważam darcie na mnie paszczy przez cały parking, albo rzucanie mi słuchawką z hasłem "żebym nie zawracała jej teraz dupy", tudzież rzucanie w moim kierunku "kurwami" itp, ja nie mam 15 lat i zerowego obycia pracowniczego, żeby się pozwolić traktować w ten sposób. Ponadto czas skończyć wakacje jednego z nowych, ja nie jestem w stanie zrobić 12 godzin w 8, to jest awykonalne, dlatego Grzegorz przychodzi do mnie i mi pomaga
- ale na razie nie mamy wolnych licencji w programie żeby mu stworzyć profil do pracy
- ależ mamy, dzwoniłam do informatyka, mamy 10 licencji i tyle osób max może być zalogowanych jednocześnie, kierowniczka z kompa nie korzysta, bo jak pan doskonale się orientuje ja robię jej pracę, więc nie widzę problemu, Grzegorz przychodzi i pracuje, nie interesuje mnie czy będzie robił cześć archiwizacyjną czy księgową, ale będzie robił, na litość od lipca dostaje pieniądze za to że siedzi i patrzy, bo na nic innego mu kierowniczka nie pozwala, to jest absolutnie nieekonomiczne (...)
Stanęło na utemperowaniu kierowniczki (jestem przekonana, że mnie nienawidzi i nie może pojąć jak mogę wpływać na preza), końcu pracy więcej niż dwóch osób na dwóch stanowiskach (młode w dwójkę obsługiwały każdego klienta - zupełnie bez sensu) i sztucznym utrzymywaniu Tereski przy pracy.
- jak pan przyjedzie to musimy porozmawiać - poinformowałam preza, po 10 minutach już był - oo tak szybko?
- z tonu pani głosu wywnioskowałem, że nie ma co zwlekać...
- czy byłby pan łaskaw poinformować panią kierownik czym dokładnie się zajmuje w firmie? albowiem jeśli jeszcze raz usłyszę zarzut, że ona "robiąc to co ja, się wyrabiała, a ja nie potrafię" to przysięgam wstanę i wyjdę
- przecież ona te 20 lat temu robiła zaledwie część z tego co pani
- prawda, poza tym jak mam pracować kiedy co chwilę do mnie dzwoni, albo przychodzi i zawraca mi głowę, albo kiedy muszę z czcigodną nabożnością obsługiwać poza kolejnością jej znajomych, latając w tę i we w tę, bo im się nie chce ruszyć tyłka na piętro, albo kiedy zamiast pracować spędzam 1,5 godziny bezproduktywnie w kolejce, podczas gdy mógłby tam iść ktoś, kto siedzi i nie ma co robić, a już za absolutne przegięcie pały uważam darcie na mnie paszczy przez cały parking, albo rzucanie mi słuchawką z hasłem "żebym nie zawracała jej teraz dupy", tudzież rzucanie w moim kierunku "kurwami" itp, ja nie mam 15 lat i zerowego obycia pracowniczego, żeby się pozwolić traktować w ten sposób. Ponadto czas skończyć wakacje jednego z nowych, ja nie jestem w stanie zrobić 12 godzin w 8, to jest awykonalne, dlatego Grzegorz przychodzi do mnie i mi pomaga
- ale na razie nie mamy wolnych licencji w programie żeby mu stworzyć profil do pracy
- ależ mamy, dzwoniłam do informatyka, mamy 10 licencji i tyle osób max może być zalogowanych jednocześnie, kierowniczka z kompa nie korzysta, bo jak pan doskonale się orientuje ja robię jej pracę, więc nie widzę problemu, Grzegorz przychodzi i pracuje, nie interesuje mnie czy będzie robił cześć archiwizacyjną czy księgową, ale będzie robił, na litość od lipca dostaje pieniądze za to że siedzi i patrzy, bo na nic innego mu kierowniczka nie pozwala, to jest absolutnie nieekonomiczne (...)
Stanęło na utemperowaniu kierowniczki (jestem przekonana, że mnie nienawidzi i nie może pojąć jak mogę wpływać na preza), końcu pracy więcej niż dwóch osób na dwóch stanowiskach (młode w dwójkę obsługiwały każdego klienta - zupełnie bez sensu) i sztucznym utrzymywaniu Tereski przy pracy.
13 sierpnia 2013
261.
Prawie dwa lata temu przeniosłam się do obecnego oddziału korpo i od samego początku proszę o nowe kompy, bo to na czym pracowaliśmy wołało o pomstę.
Tytułem wstępu...
Mamy najemnego informatyka (I) z firmy-siostry, który nigdy nie ma czasu zrobić czegoś, o co go prosimy, więc mamy też innego najemnego informatyka (S), którego znam od lat i który robi nam, to o co prosimy od ręki. Prez dał zielone światło do zakupu sprzętu, określił się kwotowo, więc w porozumieniu z zarządem i sugestiami S. kompy zostały zakupione i są powoli instalowane w korpo.
Sytuacja w tak zwanym międzyczasie...
I. napisał maila do wszystkich świętych, oczywiście z pominięciem mnie, ale Prez nie mógł mi odpuścić i przeczytałam np. takie kwiatki
"Proszę o dokładną analizę oferty pana S. znalazłem takie same kompy o 100 zł taniej na sztuce to niby niewiele, ale przy kilku sztukach... (...) Moim zdaniem nie jest wam potrzebny taki mocny sprzęt (...) należałoby się zastanowić co się stało z różnicą kwotową między ofertą S. a tym co ja znalazłem".
- chyba do reszty go pojebało - skomentował Prez
- no raczej, czy on insynuuje że ja sobie tę różnicę przywłaszczyłam? czy on wziął pod uwagę, że kompy zamawialiśmy pół roku temu, więc po innych cenach niż są w tej chwili, że kupiliśmy je razem z winem, którego nikt za darmo nam nie dał, finalnie: z jego kasy to zakupiliśmy żeby się wpierdalał między wódkę, a zakąskę?
- ja to wszystko wiem i o nic pani nie posądzam, sprawdzaliśmy ceny i były wyższe, poza tym ta jego aluzja że nie jest nam potrzebny taki mocny sprzęt, pewnie wołałby kupić stary jak zawsze, który się szybko zepsuje, ja myślę, że on ma jakiś układ z firmą, która mu dostarcza sprzęt i weszła mu pani w kieszeń stąd oburzenie
Ukręcę mu jaja przy samej dupie przy najbliższej okazji, za takie podkładanie, niesłuszne zresztą, świni.
Tytułem wstępu...
Mamy najemnego informatyka (I) z firmy-siostry, który nigdy nie ma czasu zrobić czegoś, o co go prosimy, więc mamy też innego najemnego informatyka (S), którego znam od lat i który robi nam, to o co prosimy od ręki. Prez dał zielone światło do zakupu sprzętu, określił się kwotowo, więc w porozumieniu z zarządem i sugestiami S. kompy zostały zakupione i są powoli instalowane w korpo.
Sytuacja w tak zwanym międzyczasie...
I. napisał maila do wszystkich świętych, oczywiście z pominięciem mnie, ale Prez nie mógł mi odpuścić i przeczytałam np. takie kwiatki
"Proszę o dokładną analizę oferty pana S. znalazłem takie same kompy o 100 zł taniej na sztuce to niby niewiele, ale przy kilku sztukach... (...) Moim zdaniem nie jest wam potrzebny taki mocny sprzęt (...) należałoby się zastanowić co się stało z różnicą kwotową między ofertą S. a tym co ja znalazłem".
- chyba do reszty go pojebało - skomentował Prez
- no raczej, czy on insynuuje że ja sobie tę różnicę przywłaszczyłam? czy on wziął pod uwagę, że kompy zamawialiśmy pół roku temu, więc po innych cenach niż są w tej chwili, że kupiliśmy je razem z winem, którego nikt za darmo nam nie dał, finalnie: z jego kasy to zakupiliśmy żeby się wpierdalał między wódkę, a zakąskę?
- ja to wszystko wiem i o nic pani nie posądzam, sprawdzaliśmy ceny i były wyższe, poza tym ta jego aluzja że nie jest nam potrzebny taki mocny sprzęt, pewnie wołałby kupić stary jak zawsze, który się szybko zepsuje, ja myślę, że on ma jakiś układ z firmą, która mu dostarcza sprzęt i weszła mu pani w kieszeń stąd oburzenie
Ukręcę mu jaja przy samej dupie przy najbliższej okazji, za takie podkładanie, niesłuszne zresztą, świni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)