27 maja 2010

99.

Razem z vice (v) znamy dosyć dobrze, prywatnie poza pracą, informatyka awaryjnego (ia),  który jak sama nazwa wskazuje przyjeżdża do nas w sytuacjach kryzysowych, lub kiedy nasze firmy informatyczne nie mają czasu.

Siedzimy sobie dziś w trójkę, ia instaluje system na nowym lapku, a my z vice umilamy mu prace docinkami ;)

ia: no to teraz korporacyjna wystawisz mi referencje

j: chyba sobie jaja robisz :) co ja mam ci tam niby napisać?

ia: że mam pytę do kolan na przykład ;)

v: no i jajami ciągnie po ziemi :D

ia: no kurwa prawdę napisz !

j: czyli że co? że ci już nie staje ;p?

ia: ja pierdolę czy ty to musisz wszystkim mówić ;p?

No ba ;)

 

Jakiś czas później Prez zawołał mnie do swojego gabinetu, rozmowa brzmiała tak

P: pani wejdzie pod biurko, o tak dobrze

j: no da mi go pan

P: chwilę, potrzymam, ma go pani?

j: no mam, niech pan w końcu wkłada

Po chwili wpadła do nas vice

v: co robicie? bo dziwnie brzmiała ta wasza rozmowa

j i P: kable do lapka podpinamy ;>

Świnie sprośne, świnie ;)!

2 komentarze:

  1. v chciała się dołączyć? (do laptopa oczywiście) :)

    OdpowiedzUsuń