Impreza się rozkręca...
Akt I
Sprawę załatwiamy w trybie pilnym, w związku z czym ubezpieczyciel informuje, że przysłał nam rzeczoznawcę o zbyt małych kompetencjach, więc będzie musiał przysłać nowego - co przeciąga nam cały proces, postanawiam więc, że pierdolić ubezpieczyciela sami se zapłacimy za rzeczoznawcę zaczynam go szukać na własną rękę (nota bene mam w polisie zapis, że to ubezpieczyciel płaci za swoje opierdalanie, bądź jak kto woli moje widzimisie).
W tak zwanym międzyczasie dostaję maila od ubezpieczyciela, w którym informuje mnie, że:
"Zostały
zlecone dodatkowe oględziny, które zostaną wykonane przez firmę
zewnętrzną, ze względu na rozmiar szkody, w ciągu kilku najbliższych
dni. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie określić ich terminu.
Odpowiedzialność zostanie ustalona po zgromadzeniu kompletu dokumentów i
przeanalizowaniu ich. Naprawy będzie można podjąć po zakończeniu
oględzin. Wszelkie dodatkowe szkody spowodowane zdarzeniem losowym (deszcz)
poprzez odstąpienie od naprawy/zabezpieczenia dachu pozostają na ryzyku
U***A". No to pojechaliście moi drodzy, gdyż sami mi napisaliście, że zaliczki nie będzie, dachu mamy nie tykać, a jak coś więcej się spierdoli to będzie to na wasz koszt.
Akt II
Mailuje pan rzeczoznawca, którego szukam na własną rękę (nota bene najlepszy z najlepszych w szkodach o takim rozmiarze finansowym), wykręca mi się, ma dużo pracy, nie chce przeprowadzić oględzin i wydać ekspertyzy. Myślę sobie niemożliwe, że nie chce pieniążków, aż tak dobrze się firmom nie powodzi. Dzwonię i pytam o co kaman, bo w tę jego oficjalną wersję mailową nie wierzę, pan się wykręca, ale w końcu przyznaje że nasz ubezpieczyciel rozpisał przetarg na wyłonienie rzeczoznawcy, bo sam nie ma odpowiedniego człowieka z uwagi na rozmiar finansowy szkody - co należy przeczytać jako "blokuje nam działania na co najmniej kilka tygodni". Osiągam fazę wkurwa totalnego.
Akt III
Piszę do ubezpieczyciela maila w kontrze na jego ofertę pokrycia strat, które wynikną z ichniejszej opieszałości:
"W odpowiedzi na Państwa maila chciałabym zauważyć, iż Państwo nie uwzględniliście faktu, że w całym nadpalonym dachu znajduje się jedna niewielka dziura. Państwa pech polega na tym, że owa dziura jest tuż nad sercem obiektu, który wart jest 1.500.000 zł (słownie: PÓŁTORA MILIONA ZŁ). Cieszy mnie, że zdeklarowaliście się zapłacić za wszelkie szkody, które pojawią się w trakcie kiedy będziecie blokowali jakiekolwiek nasze działania, gdyż przeprowadzacie przetarg na kompetentnego rzeczoznawcę co jednak do mnie ze źródeł bardzo wiarygodnych dotarło. Tym samym szkoda z 500.000 zł zwiększy wam się do 2.000.000 zł, (SU wynosi ponad 12.000.000 zł więc bez problemu pokryje to wszelkie nasze roszczenia). Pragnę również nadmienić, że mam w polisie zapis o wypłaceniu odszkodowania w wartościach odtworzeniowych, a nie jak zazwyczaj się to zdarza w księgowych, więc amortyzacja nam nie straszna. Liczę, że uda nam się dojść do porozumienia w kwestii szybkości działań likwidacyjnych"
Akt IV
Wracam do domu, dzwoni do mnie nasza brokerka:
- dzwonił do mnie dyrektor U***A
- i co tam u niego? modli się o słońce pewnie :)
- cały zestresowany, mówił że sam monitoruje sprawę i jutro rano będzie się z nami kontaktował w sprawie rzeczoznawcy
- o to miło, jednak istnieje możliwość przyspieszenia sprawy
- czym ich pani nastraszyła?
- ja? niczym, sami sobie strzelili w stopę pierwszym mailem, a fakt że mamy dobrze skonstruowaną polisę, nie dam z siebie robić wała, jestem dosyć świadoma ubezpieczeniowo i potrafię czytać ze zrozumieniem wiele ułatwia
Najlepsze jest to, że szkoda nie wynika z naszej winy, a z winy wykonawcy obiektu. Oznacza to, że ja chcę odszkodowanie od naszego ubezpieczyciela, a jego zasranym obowiązkiem po ustaleniu oficjalnej przyczyny szkody jest scedowanie odpowiedzialności na ubezpieczyciela wykonawcy obiektu. Tłumacząc z ubezpieczeniowego na polski:
1) nasz ubezpieczyciel wypłaci nam pieniążki, po czym
2) pan rzeczoznawca, którego nie chcą powołać, ustali oficjalne winę wykonawcy obiektu, po czym
3) nasz ubezpieczyciel dostanie wypłacone nam pieniążki z powrotem od ubezpieczyciela wykonawcy obiektu
Co z całą pewnością będzie procesem długotrwałym, nerwowym, a przede wszystkim ustalanym procesowo, co jednak mam w dupie i nie rozumiem po co nasz ubezpieczyciel się tak wzbrania i robi nam pod górkę.
15 maja 2013
14 maja 2013
255.
Pastwiłam się dziś nad rzeczoznawcą ubezpieczeniowym.
Pan rzeczoznawca - chłystek lat po głosie z 25 - umówił się na oględziny naszej szkody. Szkodę zgłosiłam w trybie pilnym, wyceniłam na pół bańki, podałam swe dane i oczekiwałam kontaktu. Pan zadzwonił wieczorem do pracy (bo ja mieszkam w pracy...) i ustalił z portierką (portierką, kurwa!) oględziny na dziś między 7 a 8. No pal licho z kim - pomyślałam - grunt że ruszy dupę.
W okolicach 9 rano, kiedy to prezes wydzwaniał do mnie z częstotliwością co 20 minut z pytaniem dzie on kuźwa jest? delikatnie podniósł mi się poziom wkurwieliny, ale nie dajmy się ponieść emocjom. W czasie oczekiwania na pana chłystka zdążyłam odebrać kilkanaście telefonów od coraz bardziej poirytowanego prezesa i dosadnie wytłumaczyć likwidatorowi, w którym miejscu mam fakt, że nie ma kontaktu z własnym rzeczoznawcą. W końcu się odnalazł, przypomniał sobie moje dane i postanowił się tłumaczyć
- aaa witam pana, jedno szybkie pytanie: przyjęty pan był?
- yyyyyyyyyy
- no proste pytanie, był pan przyjęty?
- ale jaki to ma związek ze sprawą?
- próbuje ustalić czy jest pan w posiadaniu takiego czarodziejskiego urządzenia zwanego zegarkiem, zakładam, że nie skoro spóźnia się pan na pilne oględziny SZEŚĆ godzin i nawet nie dzwoni uprzedzić o tym fakcie - niewiele mnie tak wkurwia jak nieusprawiedliwione spóźnialstwo
Jak się okazało do tego, że pan:
- boi się wejść do większości pomieszczeń, gdyż nie raczył nawet przeczytać jaki obiekt będzie wyceniał
- okazało się, że ma kompetencje do wyceniania szkód do 200.000 zł, a powyżej to już niekoniecznie
to napisałam przemiłego maila do szefa szefów ubezpieczalni z zapytaniem czyście się ludzie z chujem na łby pozamieniali, skoro sądzicie że dam się spławić przeciąganiem wypłaty odszkodowania takimi numerami, do piątku macie czas na wpłatę bezspornej kwoty, a później będę was doić dalej i wydoję do ostatniej kropelki naszej sumy gwarancyjnej, która jest bardzo duża, bom jest dosyć kumata kiedy umowy zawieramy.
Pan rzeczoznawca - chłystek lat po głosie z 25 - umówił się na oględziny naszej szkody. Szkodę zgłosiłam w trybie pilnym, wyceniłam na pół bańki, podałam swe dane i oczekiwałam kontaktu. Pan zadzwonił wieczorem do pracy (bo ja mieszkam w pracy...) i ustalił z portierką (portierką, kurwa!) oględziny na dziś między 7 a 8. No pal licho z kim - pomyślałam - grunt że ruszy dupę.
W okolicach 9 rano, kiedy to prezes wydzwaniał do mnie z częstotliwością co 20 minut z pytaniem dzie on kuźwa jest? delikatnie podniósł mi się poziom wkurwieliny, ale nie dajmy się ponieść emocjom. W czasie oczekiwania na pana chłystka zdążyłam odebrać kilkanaście telefonów od coraz bardziej poirytowanego prezesa i dosadnie wytłumaczyć likwidatorowi, w którym miejscu mam fakt, że nie ma kontaktu z własnym rzeczoznawcą. W końcu się odnalazł, przypomniał sobie moje dane i postanowił się tłumaczyć
- aaa witam pana, jedno szybkie pytanie: przyjęty pan był?
- yyyyyyyyyy
- no proste pytanie, był pan przyjęty?
- ale jaki to ma związek ze sprawą?
- próbuje ustalić czy jest pan w posiadaniu takiego czarodziejskiego urządzenia zwanego zegarkiem, zakładam, że nie skoro spóźnia się pan na pilne oględziny SZEŚĆ godzin i nawet nie dzwoni uprzedzić o tym fakcie - niewiele mnie tak wkurwia jak nieusprawiedliwione spóźnialstwo
Jak się okazało do tego, że pan:
- boi się wejść do większości pomieszczeń, gdyż nie raczył nawet przeczytać jaki obiekt będzie wyceniał
- okazało się, że ma kompetencje do wyceniania szkód do 200.000 zł, a powyżej to już niekoniecznie
to napisałam przemiłego maila do szefa szefów ubezpieczalni z zapytaniem czyście się ludzie z chujem na łby pozamieniali, skoro sądzicie że dam się spławić przeciąganiem wypłaty odszkodowania takimi numerami, do piątku macie czas na wpłatę bezspornej kwoty, a później będę was doić dalej i wydoję do ostatniej kropelki naszej sumy gwarancyjnej, która jest bardzo duża, bom jest dosyć kumata kiedy umowy zawieramy.
13 maja 2013
254.
Kilka dni temu jeżdżę, a mój telefon dzwoni jak pojebany. Zatrzymujemy się, zerkam na listę połączeń Vice, Prezes 6x, chłopacy, jedna z kierowniczek. Coś się kurwa stało. Ostatnio kiedy tak dzwonili jak opętani to zdemolowali nam cmentarz. Teraz zapalił nam się nasz najnowszy obiekt wart 8,5 mln.
Dzięka Bugu z winy wykonawcy.
Siedzimy rano z Prezesem w pracy, zaczyna śmierdzieć, rzygać się chce od tego smrodu, zaglądamy pod biurko, a tam zapalił mi się komp, ogień, dym i takie tam. Tak sam z siebie.
Tydzień bez pożaru, tygodniem straconym..?
Dzięka Bugu z winy wykonawcy.
Siedzimy rano z Prezesem w pracy, zaczyna śmierdzieć, rzygać się chce od tego smrodu, zaglądamy pod biurko, a tam zapalił mi się komp, ogień, dym i takie tam. Tak sam z siebie.
Tydzień bez pożaru, tygodniem straconym..?
2 maja 2013
253.
Ciężkie jest życie z ubezpieczycielem...
Uszkodziliśmy panu pomnik podczas wycinki drzew, zgłosiłam przyznając się do winy i prosząc o wypłatę odszkodowania, ubezpieczyciel przesyła pismo. Najdurniejszymi pytaniami dziś zostały:
1) Czy dbanie o należyty stan drzewostanu znajdującego się na wskazanym cmentarzu należy do Państwa obowiązków?
Ano nie należy, można nie odpowiadać za należyty stan, a zajmować się wycinką. I w sumie ubezpieczyciela powinno to g. obchodzić.
2) W jakim stanie fitosanitarnym w dniu zdarzenia znajdował się drzewostan we wskazanej lokalizacji?
Moje ulubione pytanie - no pewnie, kurwa, w złym skoro szło do wycinki, nikt nie płaci nam za hobbystyczne usuwanie zdrowych drzew.
3) Czy Poszkodowany nie zalegał na dzień zdarzenia z opłatami za miejsce na cmentarzu?
Nie jesteśmy zarządcą cmentarza, nie mamy takich informacji, ba! nie mamy prawa mieć takich informacji. Zresztą to i tak nie ma związku ze sprawą, nawet jeśli zalega to ch. i wam i nam do tego.
Debilnie sformułowane 100 pytań do.
Uszkodziliśmy panu pomnik podczas wycinki drzew, zgłosiłam przyznając się do winy i prosząc o wypłatę odszkodowania, ubezpieczyciel przesyła pismo. Najdurniejszymi pytaniami dziś zostały:
1) Czy dbanie o należyty stan drzewostanu znajdującego się na wskazanym cmentarzu należy do Państwa obowiązków?
Ano nie należy, można nie odpowiadać za należyty stan, a zajmować się wycinką. I w sumie ubezpieczyciela powinno to g. obchodzić.
2) W jakim stanie fitosanitarnym w dniu zdarzenia znajdował się drzewostan we wskazanej lokalizacji?
Moje ulubione pytanie - no pewnie, kurwa, w złym skoro szło do wycinki, nikt nie płaci nam za hobbystyczne usuwanie zdrowych drzew.
3) Czy Poszkodowany nie zalegał na dzień zdarzenia z opłatami za miejsce na cmentarzu?
Nie jesteśmy zarządcą cmentarza, nie mamy takich informacji, ba! nie mamy prawa mieć takich informacji. Zresztą to i tak nie ma związku ze sprawą, nawet jeśli zalega to ch. i wam i nam do tego.
Debilnie sformułowane 100 pytań do.
30 kwietnia 2013
252.
Z cyklu cierpliwość jest cnotą...
Szukam klientce zmarłego 1.1.91 Jana Kowalskiego
- w tym terminie w ewidencji widnieje tylko Edmund Kowalski, może pomyliła pani imię?
- nie, wujek miał na imię Jan - no dobra, przewracam ewidencje na wszystkie strony, ni chu chu, dzwoni drugi raz do koleżanek i proszę żeby dopytały panią jak brzmi imię wujka
- no przecież mówiłam, że Wojciech - no, kurwa, dobra szukam Wojciecha, który cudownie w ciągu 5 minut zmienił imię z Jana, w dalszym ciągu nic, oprócz Edmunda zamieszkałego na Jaskółczej 1/2, dzwonię trzeci raz - a ten pani wujek Jan vel Wojciech to na jakiej ulicy mieszkał?
- na Jaskółczej 1 przez 2
- no to droga pani miał on na imię EDMUND...
- no przecież mówiłam
Podobna sytuacja tydzień temu, tym razem szukam Honoraty Kowalskiej
- w terminie który pani podała w księgach jest tylko Honorata Nowak, może się pani pomyliło?
- nie ciocia była Kowalska - szukam, imię rzadkie, więc jestem przekonana, że ta Nowakowa jest właśnie Kowalska, której szukam od 20 kurwa minut
- a ciocia na jakiej ulicy mieszkała? Jaskółczej 2/2?
- no tak
- no to ciocia była Nowak, a nie Kowalska
- no bo ona drugi raz za mąż wyszła, ale my jej męża nie uznaliśmy i dla nas została Kowalska
No przecież l o g i c z n e, prawda?
Szukam klientce zmarłego 1.1.91 Jana Kowalskiego
- w tym terminie w ewidencji widnieje tylko Edmund Kowalski, może pomyliła pani imię?
- nie, wujek miał na imię Jan - no dobra, przewracam ewidencje na wszystkie strony, ni chu chu, dzwoni drugi raz do koleżanek i proszę żeby dopytały panią jak brzmi imię wujka
- no przecież mówiłam, że Wojciech - no, kurwa, dobra szukam Wojciecha, który cudownie w ciągu 5 minut zmienił imię z Jana, w dalszym ciągu nic, oprócz Edmunda zamieszkałego na Jaskółczej 1/2, dzwonię trzeci raz - a ten pani wujek Jan vel Wojciech to na jakiej ulicy mieszkał?
- na Jaskółczej 1 przez 2
- no to droga pani miał on na imię EDMUND...
- no przecież mówiłam
Podobna sytuacja tydzień temu, tym razem szukam Honoraty Kowalskiej
- w terminie który pani podała w księgach jest tylko Honorata Nowak, może się pani pomyliło?
- nie ciocia była Kowalska - szukam, imię rzadkie, więc jestem przekonana, że ta Nowakowa jest właśnie Kowalska, której szukam od 20 kurwa minut
- a ciocia na jakiej ulicy mieszkała? Jaskółczej 2/2?
- no tak
- no to ciocia była Nowak, a nie Kowalska
- no bo ona drugi raz za mąż wyszła, ale my jej męża nie uznaliśmy i dla nas została Kowalska
No przecież l o g i c z n e, prawda?
22 kwietnia 2013
251.
Tereska jak wiadomo zaniemogła co zaowocowało tygodniem chorobowego z którego właśnie powróciła. Opalona jak po tygodniu na działce... Po czym doszła do wniosku, że "jej się nie chce wpisywać zleceń, jak chcesz to sama wpisz". Zapewniam, że było to jej ostatnie przedłużenie umowy.
Rozgrywki personalne w firmie mają się bdb.
M. kilka lat pracowała w księgowości, gdzie wydawałoby się była kapitalnym pracownikiem, nota bene zaprzyjaźnionym z Vice. M. urodziła dziecko, wróciła do pracy i okazało się, że nagle jest do niczego. Macierzyństwo amputowało jej kompetencje, Vice wyraziła dezaprobatę i przeniosła ją do oddziału. W oddziale M. przepracowała rok, wydawałoby się że była kapitalnym pracownikiem. Teraz odbiera korespondencję i parzy kawę w sekretariacie...
Pracownicy (lat 50+) mi się przyszli wzajemnie na siebie poskarżyć
- panowie jak na moje, to przestańcie zachowywać się jak w przedszkolu, wyjdźcie za teren firmy i dajcie sobie po mordzie, rozwiążcie problem po męsku - pomogło, nie żalą się, bynajmniej na chwilę
Rozgrywki personalne w firmie mają się bdb.
M. kilka lat pracowała w księgowości, gdzie wydawałoby się była kapitalnym pracownikiem, nota bene zaprzyjaźnionym z Vice. M. urodziła dziecko, wróciła do pracy i okazało się, że nagle jest do niczego. Macierzyństwo amputowało jej kompetencje, Vice wyraziła dezaprobatę i przeniosła ją do oddziału. W oddziale M. przepracowała rok, wydawałoby się że była kapitalnym pracownikiem. Teraz odbiera korespondencję i parzy kawę w sekretariacie...
Pracownicy (lat 50+) mi się przyszli wzajemnie na siebie poskarżyć
- panowie jak na moje, to przestańcie zachowywać się jak w przedszkolu, wyjdźcie za teren firmy i dajcie sobie po mordzie, rozwiążcie problem po męsku - pomogło, nie żalą się, bynajmniej na chwilę
18 kwietnia 2013
250.
Jam jest oaza spokoju. W czwartek wybieraliśmy nowy zarząd kółka wzajemnej adoracji. W rozmowach kuluarowych przed wyraziłam stanowczy sprzeciw wobec wystawienia mojej kandydatury, bo zapierdalam i nie mam czasu na robienie czegoś, co nic nie wnosi. No więc jest owo zebranie i oczywiście postanawiają sprawdzić mą asertywność proponując mnie, ja bardzo dziękuję, postoję, spadać.
- ale dlaczegóż? - zapada cisza, 30 par oczu wlepia się we mnie
- poniewóż, już wcześniej tłumaczyłam
- ale my wszyscy tego tłumaczenia nie słyszeliśmy
- peszek, lecimy dalej, nie ma czasu na niepotrzebne dywagacje
Foch i obraza majestatu.
Z owego spotkania trzeba sporządzić protokół, uchwały i dać to do sądu. Mam zrobić to ja w ciągu 14 dni roboczych. Nastał 3 dzień i telefon od mojej eksBossicy
- musisz dać mi te papiery
- jak będę miała to dam
- nie, musisz dać mi je dzisiaj
- mission impossible, nie ma Tereni i muszę pracować za nas dwie, więc jakoby nie mam czasu, wyrobię się 8 dnia (zakładając że ta menda powróci), się nie pali
- to zostań po pracy i to zrób dziś, to chyba nie jest taki problem
- żeby była jasność, po pierwsze nie wychodzę z pracy jak wy o 15 tylko zazwyczaj zostaje po godzinach, po drugie jak będę miała czas to to zrobię, po trzecie to ja decyduję co i kiedy będę robiła w i po pracy
Jeb słuchawką. EksBossica zadzwoniła do mojej obecnej, której ładnie wytłumaczyłam, że EksB. to mnie może najwyżej pocałować w dupę i nie ona mi będzie ustalała agendę ;>
Przyjechał Perez
- chce mi pan coś powiedzieć o EksBossicy?
- ja tam się w wasze sprawy nie mieszam
- no i słusznie, co ona się tak czepia jak żyd gówna? mówię, że zrobię, to zrobię
- widocznie nie ma co robić
- no to niech zrobi te zaległe KSP za które ma niezgodność;>
Dochodzę do wniosku, że świadomość że nie może mi nic kazać, a ja mogę ją zlać jest dla niej porażająca i ciężko przywyknąć.
- ale dlaczegóż? - zapada cisza, 30 par oczu wlepia się we mnie
- poniewóż, już wcześniej tłumaczyłam
- ale my wszyscy tego tłumaczenia nie słyszeliśmy
- peszek, lecimy dalej, nie ma czasu na niepotrzebne dywagacje
Foch i obraza majestatu.
Z owego spotkania trzeba sporządzić protokół, uchwały i dać to do sądu. Mam zrobić to ja w ciągu 14 dni roboczych. Nastał 3 dzień i telefon od mojej eksBossicy
- musisz dać mi te papiery
- jak będę miała to dam
- nie, musisz dać mi je dzisiaj
- mission impossible, nie ma Tereni i muszę pracować za nas dwie, więc jakoby nie mam czasu, wyrobię się 8 dnia (zakładając że ta menda powróci), się nie pali
- to zostań po pracy i to zrób dziś, to chyba nie jest taki problem
- żeby była jasność, po pierwsze nie wychodzę z pracy jak wy o 15 tylko zazwyczaj zostaje po godzinach, po drugie jak będę miała czas to to zrobię, po trzecie to ja decyduję co i kiedy będę robiła w i po pracy
Jeb słuchawką. EksBossica zadzwoniła do mojej obecnej, której ładnie wytłumaczyłam, że EksB. to mnie może najwyżej pocałować w dupę i nie ona mi będzie ustalała agendę ;>
Przyjechał Perez
- chce mi pan coś powiedzieć o EksBossicy?
- ja tam się w wasze sprawy nie mieszam
- no i słusznie, co ona się tak czepia jak żyd gówna? mówię, że zrobię, to zrobię
- widocznie nie ma co robić
- no to niech zrobi te zaległe KSP za które ma niezgodność;>
Dochodzę do wniosku, że świadomość że nie może mi nic kazać, a ja mogę ją zlać jest dla niej porażająca i ciężko przywyknąć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)