Młody chłopak, pełen życia, pasji, planów...
Rano informacja, że stało się coś złego. Nie wierzę, przecież kilka dni temu był u mnie, omawialiśmy nowy, duży projekt, który miał nam zrobić, jak tylko skończy obecny. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy o rozwiązaniach technicznych, śmialiśmy się, pokazywał mi co można zrobić lepiej, mówiłam mu czego dokładnie chcemy.
- Do zobaczenia za 2 tygodnie, wtedy ustalimy szczegóły :) - śmiejące się orzechowe oczy
- Do następnego razu :)
Włączam wyszukiwarkę, wpisuję imię i nazwisko, otwieram stronę. Następnego razu nie będzie... Wracał ze zdjęć, które były cały jego pozapracowym światem, zasłabł/zasnął?, wjechał prosto pod tira. Czytam, NIE WIERZĘ!!! Widzę zdjęcia, poznaję samochód, nagły ścisk żołądka powoduje, że rzeczywistość dociera do mnie wyjątkowo boleśnie.
Nie pozostały po nim nawet buty, jest tylko głuchy telefon i ogromny żal.
Grzesiu robisz tam gdzieś zdjęcia, prawda..?
17 października 2011
14 października 2011
188.
Fakt jest taki, że firma nie może mnie zwolnić, bom jest chroniona i choćby się posrali, zakładając że ja żadnego przestępstwa nie popełnię, muszą ze mną trwać przez kilka najbliższych lat.
Natomiast moje prywatne odczucia są takie, że kilka osób robi wszystko, żeby sama się zwolniła i z bliżej mi nieznajomego powodu poszła w pizdu.
Tytułem wstępu dodam, że to co ostatnimi czasy dzieje się w korpo przechodzi ludzkie pojęcie - np. zwalniamy pracowników, a nie przyjmujemy nowych, tylko przejmujemy ich obowiązki za tę samą kasę, albo co gorsza i co bardziej mnie boli zwalniamy naprawdę dobrych, robotnych pracowników tylko dlatego, że zauważają i głośno mówią o rzeczach, które absolutnie dziać się w korpo nie powinny.
W moim przypadku dwie osoby systematycznie robią wszystko, abym poczuła, że jestem w gównie po samą szyję i w którą stronę się nie ruszę i tak zapadnę się jeszcze bardziej.
Kilka scenek rodzajowych
Wyrwałam się na siku - a jestem tak zajebana robotą, że wyjście na 3 minuty do kibla to wyższa skomplikowana operacja logistyczna - w tym czasie ktoś do mnie dzwonił, więc po powrocie (po TRZECH kurwa minutach) oddzwaniam i co słyszę?
- gdzie byłaś? bo dzwoniłam, a nie odebrałaś, a Wu. nie mogła cię poszukać! - Wu. nawet nie wychyliła się za drzwi, żeby sprawdzić czy mnie nie ma gdzieś w pobliżu...
Mam kontrolę, przyjechała firma zewnętrzna i trzepie mi całą dokumentację, cała firma oczywiście o tym wie. Kontrola polega na tym, że siadamy z panem, on zadaje 100 pytań do, a ja się tłumaczę. Dzwoni ktoś do mnie z mega palącym na tę chwilę problemem
- Korporacyjna możesz teraz przerwać i zrobić Prezesowi kawę? - no kurwa sorry, ale parzenie kawy to nie jest chyba na tyle skomplikowana czynność, żeby przerywać mi kontrolę i wprawiać mnie w zażenowanie przed panem kontrolującym
A propos kontroli. Wchodzimy do pokoju
- pójdę sobie zrobić herbaty - rzecze moja w tym wypadku podwładna
- nie, siedź, Korporacyjna pójdzie i nam zrobi - pewnie, bo pan kontrolujący może poczekać aż główny barista tej firmy zaparzy napoje dla całej firmy...
Inna sprawą jest fakt, że mam podpisaną umowę na stanowisko referenta, zgodnie z doświadczeniem i zakresem obowiązków wykonuję obowiązki inspektora, a przy ludziach przez jedną z osób tytułowana jestem chronicznie z przekąsem sekretarką.
Nie wydaję mi się, żebym popadała w paranoję. Dla mnie to zachowanie nie jest normalne. Kurwa, człowiek daje się poniżać za 1234 zł netto...
Natomiast moje prywatne odczucia są takie, że kilka osób robi wszystko, żeby sama się zwolniła i z bliżej mi nieznajomego powodu poszła w pizdu.
Tytułem wstępu dodam, że to co ostatnimi czasy dzieje się w korpo przechodzi ludzkie pojęcie - np. zwalniamy pracowników, a nie przyjmujemy nowych, tylko przejmujemy ich obowiązki za tę samą kasę, albo co gorsza i co bardziej mnie boli zwalniamy naprawdę dobrych, robotnych pracowników tylko dlatego, że zauważają i głośno mówią o rzeczach, które absolutnie dziać się w korpo nie powinny.
W moim przypadku dwie osoby systematycznie robią wszystko, abym poczuła, że jestem w gównie po samą szyję i w którą stronę się nie ruszę i tak zapadnę się jeszcze bardziej.
Kilka scenek rodzajowych
Wyrwałam się na siku - a jestem tak zajebana robotą, że wyjście na 3 minuty do kibla to wyższa skomplikowana operacja logistyczna - w tym czasie ktoś do mnie dzwonił, więc po powrocie (po TRZECH kurwa minutach) oddzwaniam i co słyszę?
- gdzie byłaś? bo dzwoniłam, a nie odebrałaś, a Wu. nie mogła cię poszukać! - Wu. nawet nie wychyliła się za drzwi, żeby sprawdzić czy mnie nie ma gdzieś w pobliżu...
Mam kontrolę, przyjechała firma zewnętrzna i trzepie mi całą dokumentację, cała firma oczywiście o tym wie. Kontrola polega na tym, że siadamy z panem, on zadaje 100 pytań do, a ja się tłumaczę. Dzwoni ktoś do mnie z mega palącym na tę chwilę problemem
- Korporacyjna możesz teraz przerwać i zrobić Prezesowi kawę? - no kurwa sorry, ale parzenie kawy to nie jest chyba na tyle skomplikowana czynność, żeby przerywać mi kontrolę i wprawiać mnie w zażenowanie przed panem kontrolującym
A propos kontroli. Wchodzimy do pokoju
- pójdę sobie zrobić herbaty - rzecze moja w tym wypadku podwładna
- nie, siedź, Korporacyjna pójdzie i nam zrobi - pewnie, bo pan kontrolujący może poczekać aż główny barista tej firmy zaparzy napoje dla całej firmy...
Inna sprawą jest fakt, że mam podpisaną umowę na stanowisko referenta, zgodnie z doświadczeniem i zakresem obowiązków wykonuję obowiązki inspektora, a przy ludziach przez jedną z osób tytułowana jestem chronicznie z przekąsem sekretarką.
Nie wydaję mi się, żebym popadała w paranoję. Dla mnie to zachowanie nie jest normalne. Kurwa, człowiek daje się poniżać za 1234 zł netto...
5 października 2011
187.
Prezes zazwyczaj mówi skrótami myślowymi, co mnie do pewnego momentu wkurwiało, aż zaczęłam łapać co autor miał na myśli bez słów. Co gorsza w rozmowach - między sobą i przy innych - też posługujemy się skrótami myślowymi często zrozumiałymi tylko dla nas.
Kilka dni temu mamy gościa. Prez wypada z kabineciku z hasłem
- kawy!
- jedną czy dwie? - pytam
- zazwyczaj z rana za jednym zamachem pijam tylko jedną ;) - odzywa się nasz gość
- domyślam się, pytałam czy Prezes też chce ;)
Nasz reklamobiorca obciął nam reklamę , wzburzyliśmy się z rana i wróciliśmy do roboty. Na wychodnym Prezes zagaja
- jutro mi pani zmierzy
- rozumiem, że tą najdłuższą linijką ;)
- o czym do cholery rozmawiacie!?
- o reklamie :) - odpowiedzieliśmy zaniepokojonej Vice
Kilka dni temu mamy gościa. Prez wypada z kabineciku z hasłem
- kawy!
- jedną czy dwie? - pytam
- zazwyczaj z rana za jednym zamachem pijam tylko jedną ;) - odzywa się nasz gość
- domyślam się, pytałam czy Prezes też chce ;)
Nasz reklamobiorca obciął nam reklamę , wzburzyliśmy się z rana i wróciliśmy do roboty. Na wychodnym Prezes zagaja
- jutro mi pani zmierzy
- rozumiem, że tą najdłuższą linijką ;)
- o czym do cholery rozmawiacie!?
- o reklamie :) - odpowiedzieliśmy zaniepokojonej Vice
4 października 2011
186.
Wieczorem wysłałam cv do - w żaden sposób nie powiązanej z nami - firmy, a rano mój Prezes już o wszystkim wiedział. I z całą pewnością nikt do niego nie dzwonił na telefon firmowy, bo ten odbieram wyłącznie ja, podobnie jak i maile. Jestem lekko zdziwiona.
30 września 2011
185.
Spóźnię się do pracy, więc zgodnie z obyczajem piszę smsa do Vice i Wu., aby poinformować je o tym fakcie. Do Bossicy nr telefonu nie mam, bo to informacja z gatunku tajne/poufne.
Spóźniam się całe 10 minut, Vice opowiada mi o poranku: Wu. dopiero po telefonie przyszła do góry i udała bardzo zdziwioną, że mnie nie ma, bo jej nie informowałam, bo czym waliła na mnie z dupy, bo tak się nie robi itepe.
- ależ wysłałam smsa zarówno do ciebie jak i do niej
- no ona twierdzi, że nic jej nie wysłałaś i była bardzo zła - no to wyjmuję telefon i pokazuje, sms do Wu. wysłany i odebrany o 6,46...
- a to pizda... - kwituje Vice
Moja Bossica łapie mnie na korytarzu i zabiera do kabineciku na rozmowę dyscyplinującą
- dlaczego MI nie powiedziałaś, że się spóźnisz?
- być może dlatego, że nie mam pani numeru telefonu? - Bossica zawsze przychodzi do pracy spóźniona, więc kontakt z nią z rana żaden - napisałam do Vice i do Wu. - która z Bossicą siedzi i chyba nie jest problemem przekazać informację, że dopuściłam się czynu karygodnego i się spóźniłam - a skoro już przy tym temacie jesteśmy to dlaczego Wu. powiedziała Vice, że nic nie wiedziała..? Tak się nie robi.
- nie wiem, pytaj Wu., a o telefon do mnie nigdy nie prosiłaś
- prosiłam, ale nie dostąpiłam zaszczytu - dzięki czemu pewną razą po całej nieprzespanej nocy, z 40 stopniową gorączką, rzygając dalej niż widząc musiałam poczekać na pojawienie się Bossicy w pracy i zameldowanie jej za pomocą stacjonarnego telefonu, że moje zwłoki chorują i się nie pojawią na włościach korpo...
- nie przypominam sobie takiej rozmowy
- ale ja sobie przypominam, zarówno ja jak i Wu. nie mamy do pani numeru
- nieprawda - na to wchodzi Wu., więc pytam ją czy ma ten numer, oczywiście nie ma - to nie jest informacja tajna, wam powinno zależeć żeby mieć mój numer, a nie prosiłyście
- dobrze, więc poproszę teraz - no co się będę z głupim kłócić, prosiłyśmy, zostałyśmy olane ciepłym moczem i tyle, widocznie nie padłyśmy odpowiednio do stóp
Finalnie numer dostałam. Bossica się gniewa, bo ją pominęłam w tłumaczeniu się całej firmie, że będę 10 minut później. Wu. udaje, że się nic nie stało i w sumie nawet nie wie, że wiem o jej kłamstwie i nieudanym podłożeniu mi kolejnej świni.
I tak z niczego w moim dziale robi się mega-kurwa-zajebisty-problem, który będzie mi wyrzygiwany do dnia zmiany pracy.
Spóźniam się całe 10 minut, Vice opowiada mi o poranku: Wu. dopiero po telefonie przyszła do góry i udała bardzo zdziwioną, że mnie nie ma, bo jej nie informowałam, bo czym waliła na mnie z dupy, bo tak się nie robi itepe.
- ależ wysłałam smsa zarówno do ciebie jak i do niej
- no ona twierdzi, że nic jej nie wysłałaś i była bardzo zła - no to wyjmuję telefon i pokazuje, sms do Wu. wysłany i odebrany o 6,46...
- a to pizda... - kwituje Vice
Moja Bossica łapie mnie na korytarzu i zabiera do kabineciku na rozmowę dyscyplinującą
- dlaczego MI nie powiedziałaś, że się spóźnisz?
- być może dlatego, że nie mam pani numeru telefonu? - Bossica zawsze przychodzi do pracy spóźniona, więc kontakt z nią z rana żaden - napisałam do Vice i do Wu. - która z Bossicą siedzi i chyba nie jest problemem przekazać informację, że dopuściłam się czynu karygodnego i się spóźniłam - a skoro już przy tym temacie jesteśmy to dlaczego Wu. powiedziała Vice, że nic nie wiedziała..? Tak się nie robi.
- nie wiem, pytaj Wu., a o telefon do mnie nigdy nie prosiłaś
- prosiłam, ale nie dostąpiłam zaszczytu - dzięki czemu pewną razą po całej nieprzespanej nocy, z 40 stopniową gorączką, rzygając dalej niż widząc musiałam poczekać na pojawienie się Bossicy w pracy i zameldowanie jej za pomocą stacjonarnego telefonu, że moje zwłoki chorują i się nie pojawią na włościach korpo...
- nie przypominam sobie takiej rozmowy
- ale ja sobie przypominam, zarówno ja jak i Wu. nie mamy do pani numeru
- nieprawda - na to wchodzi Wu., więc pytam ją czy ma ten numer, oczywiście nie ma - to nie jest informacja tajna, wam powinno zależeć żeby mieć mój numer, a nie prosiłyście
- dobrze, więc poproszę teraz - no co się będę z głupim kłócić, prosiłyśmy, zostałyśmy olane ciepłym moczem i tyle, widocznie nie padłyśmy odpowiednio do stóp
Finalnie numer dostałam. Bossica się gniewa, bo ją pominęłam w tłumaczeniu się całej firmie, że będę 10 minut później. Wu. udaje, że się nic nie stało i w sumie nawet nie wie, że wiem o jej kłamstwie i nieudanym podłożeniu mi kolejnej świni.
I tak z niczego w moim dziale robi się mega-kurwa-zajebisty-problem, który będzie mi wyrzygiwany do dnia zmiany pracy.
29 września 2011
184.
Praca mnie wkurwia.
Wkurwia mnie zarządzanie zasobami ludzkimi na tak niskim poziomie, że rzygać się chce na samą myśl, iż rządzi tobą taki baran, który jeśli o zzl chodzi w dupie był i gówno widział.
Serio, tracę szacunek do siebie samej, gdyż wciąż pracuję w miejscu gdzie potrafią głównie brać, a jak oczekujesz wyłącznie SZACUNKU (bo ta jałmużna przelewana mi co miesiąc na konto, która nieznacznie różni się od najniższej krajowej nie zasługuje na miano wypłaty adekwatnej do kompetencji i zakresu obowiązków) to jeszcze dostaniesz po łapach za to że w ogóle śmiałeś się odezwać.
Czuję, że nadszedł czas.
Wkurwia mnie zarządzanie zasobami ludzkimi na tak niskim poziomie, że rzygać się chce na samą myśl, iż rządzi tobą taki baran, który jeśli o zzl chodzi w dupie był i gówno widział.
Serio, tracę szacunek do siebie samej, gdyż wciąż pracuję w miejscu gdzie potrafią głównie brać, a jak oczekujesz wyłącznie SZACUNKU (bo ta jałmużna przelewana mi co miesiąc na konto, która nieznacznie różni się od najniższej krajowej nie zasługuje na miano wypłaty adekwatnej do kompetencji i zakresu obowiązków) to jeszcze dostaniesz po łapach za to że w ogóle śmiałeś się odezwać.
Czuję, że nadszedł czas.
28 września 2011
183.
Enea to państwo w państwie - jak buka kocham. Przyłącze można odłączyć po zdjęciu licznika. Przyłącze jest nasze, a licznik pana kutasa, który za bardzo nie miał ochoty na odłączenie prądu, acz po wielu bojach se odłączył. Czekam aż szanowna Enea zadzwoni co by się z nami umówić na zdjęcie jebanego przyłącza, bo bez tego nie możemy zacząć rozbiórki. TRZECI TYDZIEŃ CZEKAM, bo z natury jestem cierpliwym, kurwa, człowiekiem. Dzwonię w końcu zapytać szanowne państwo kiedy ruszą dupy i odłączą. Odłączyć nie mogą, bo z centrali nie dostali JESZCZE pisma, że licznik jest zdjęty. O losie XXI wiek, a komunikują się chyba za pomocą gołębia, który do tego zboczył z trasy matka-centrala, a oddział-od zdejmowania. Jadę do centrali zjebać ich, że my czekamy, a oni se w chuja walą. Pan zdziwiony, wysyła przy mnie faks do oddziału z nakazem zdjęcia przyłącza. Kilka godzin później dzwoni jakiś łoś z oddziału, że pismo dostali (chwała-gołąb dotarł!!!), przyjadą odłączyć, ktoś z nas musi być żeby ich wpuścić i proponują jutro o 17
- niestety, pracujemy od 7-15 więc proszę żeby panowie się z nami spotkali w tych godzinach
- no to pojutrze o 17
- przepraszam, której części ze zdania że pracujemy od 7-15 pan nie zrozumiał?
- a jaki to problem podskoczyć o 17 na ten teren?
- zasadniczy? primo nie jest to w naszych godzinach pracy, secundo teren jest z lekka oddalony, więc tym bardziej nikt nie będzie chciał tłuc się po nocach w te i z powrotem
- no i?
- no i rozumiem, że płaci pan za nadgodziny :)
- niech będzie - jutro o 12, pasuje?
No i dogadać się w końcu można było.
- niestety, pracujemy od 7-15 więc proszę żeby panowie się z nami spotkali w tych godzinach
- no to pojutrze o 17
- przepraszam, której części ze zdania że pracujemy od 7-15 pan nie zrozumiał?
- a jaki to problem podskoczyć o 17 na ten teren?
- zasadniczy? primo nie jest to w naszych godzinach pracy, secundo teren jest z lekka oddalony, więc tym bardziej nikt nie będzie chciał tłuc się po nocach w te i z powrotem
- no i?
- no i rozumiem, że płaci pan za nadgodziny :)
- niech będzie - jutro o 12, pasuje?
No i dogadać się w końcu można było.
Subskrybuj:
Posty (Atom)