17 grudnia 2010

137.

Firmowa wigilia...
Wszystko wskazuje na to, że mam romans z kolegą z pracy, bo wracamy razem do domu (jako, że mieszkamy koło siebie), bo mówi do mnie piękna (to z całą pewnością z przekąsem), bo nawet na wigilii koło mnie usiadł (bo tak go usadziła nasza ciężarna Małagorzata, a ciężarnym się nie odmawia w obawie przed pożarciem przez myszy;))
Ale zanim usiadł to nalał wszystkim wina, wszystkim oprócz mnie, na jego szczęście poprawił to faux pas ;> Aczkolwiek sytuacja właściwa - przy rozlewaniu wódki - on chodzi od każdego do każdego i nalewa wszystkim procentów do kieliszków, podchodząc do mnie stwierdza:
- ty już dziś więcej nie pijesz - I POSZEDŁ DALEJ! chamstwo w najczystszej postaci ;)

Ja przedwigilijnie zebrałam swoje jaja i postanowiłam poinformować towarzystwo, że jak na ateistkę przystało respektuję ich wigilie, aczkolwiek opłatkiem dzielić się nie zamierzam. Reakcja Preza
- to co? nie chce się pani ze mną całować ;)?
- panie prezesie, czy my do całowania potrzebujemy ten opłatek? przecież możemy się całować i bez niego ;)

6 grudnia 2010

136.

- zepsuła nam się lodówka - poinformował mnie Prez - i co pani zamierza z tym zrobić?
- kupimy nową?
- no póki co to nie - w domyśle kupimy nową jak już pobujamy gwiazdę i u niej w pokoju zrobimy sobie pokój socjalny z prawdziwego zdarzenia
- no więc póki co to zamierzam zapłakać nad starą lodówką...
Zawsze to jakieś rozwiązanie ;)

8 listopada 2010

135.

Gwiazda w dalszym ciągu jest na chorobowym, zapewne głównie po to żeby nie można jej było wręczyć wypowiedzenia, aczkolwiek spoko, co się odwlecze...
Bossica opowiada mi jazdę z soboty
- przyjechałam do pracy na chwilę dokończyć (...), wchodzę i zostaje poinformowana przez ochronę, że jest też gwiazda. Idę do niej, a ona drukuje sobie jakieś firmowe dokumenty, myślałam że szlag mnie trafi!
Dokumenty i klucze zostały gwieździe zabrane, hasła pozmieniane, a ona sama ma zakaz wstępu do firmy pod naszą nieobecność. Zadziwia mnie cóż ona wyczynia.
Aczkolwiek odkąd jej nie ma moje kobiety wykonują jej obowiązki, a że nic nie zostało im przekazane i są delikatnie mówiąc w dupie z czasem, to ja wykonuję ich zadania i takim oto sposobem wszystkie 3 jesteśmy w dupie z czasem :)
Postanowiłam dziś w swej łaskawości przyjechać do pracy wcześniej i chociaż trochę ruszyć to co zbieram od kilku tygodni na kupce, a ma to dopisek na wczoraj. Przyjechałam i okazało się, że mamy awarię sieci, a bez netu to ja - człowiek pracujący na zdalnej platformie - mogę sobie w pracy dużo zrobić. Kawę, kurwa, głównie i gazetę poczytać.

5 listopada 2010

134.

Jak na typowe wcielenie zła przystało, odnosząc się do wczorajszej akcji, jak postanowiłam tak zrobiono :)
Załatwiłam zgodę na rozbiórkę, wzięłam 4 chłopa i rozebraliśmy z rana pomnik posyłając do właściciela list w którym informujemy go jakie zasady będzie musiał spełnić żeby na nowo pomnik postawić. A są one kosztowne i czasochłonne. Przypuszczam, że poziom wkurwieliny podskoczy mu znacznie, ale ze mną się nie zadziera ;>

4 listopada 2010

133.

Na naszym cmentarzu jedną z pań przygniótł pomnik. Pani ma zbite żebra, złamany obojczyk i jest ogólnie poobijana - od pasa w górę w gipisie. Jako, że pomniki są własnością prywatną osób, które je postawiły nie odpowiadamy za nie, ale i nic nie możemy zrobić żeby ich właściciela zmusić do naprawy. Zobowiązałam się do pomocy pani, zostawiłam jej swój prywatny numer i powiedziałam jak starać się o odszkodowanie od właściciela pomnika.
Na sam koniec okazało się, że właściciel postawił pomnik na nowo... Pomnik ma ok. 1,8 wysokości, składa się z nieposklejanych stojących na sobie ciężkich płyt. Jest niestabilny jak nietrudno się domyśleć. Jeżeli przebiegałoby koło niego jakieś dziecko i niechcący trąciło....
Policja mi powiedziała, że ogólnie dopóki pomnik nikogo nie zabije to oni mają to w dupie. Straż kazała dzwonić do nadzoru budowlanego. Przez nadzorem budowlanym udało mi się w końcu dodzwonić do właściciela pomnika, który mi powiedział że to jego pomnik i mi chuj do tego jak on stoi i mam się nie wpierdalać. Jak nikt się o pomnik opierał nie będzie to nic się nie stanie, a jak się stanie to jednego kretyna mniej. Nadzór budowlany ostatecznie rozwiał moje wątpliwości moralne.
Jutro z samego rana pojedziemy rozebrać pomnik, zrzucimy go u siebie, a właściciel będzie mógł go na nowo postawić tylko i wyłącznie pod nadzorem inspektora budowlanego.

19 października 2010

132.

Prez, Wu. i Bossica wołają mnie do pokoju w którym mamy wszystkie ksera
- a może pani potrafi włożyć?
- z całym szacunkiem Prezie, ale wkładanie należy akurat do męskich obowiązków ;)
- toner do cholery do tej diabelskiej maszyny ;p

Pod koniec dnia Prez woła mnie do siebie, wręcza talerz ciacha i każe
- pani przeleci wszystkich pracowników
- też mi propozycja skoro ze samymi babami pracuje ;>
- no jest jeszcze eM. (nasz nowy nabytek najprawdziwszy, MŁODY, dostępny samiec:D), może on się skusi, w sumie ja bym się skusił ;D
- jeeezu z kim ja muszę pracować, wy cały dzień o jednym ;> - jęczy vice
- na placek bym się skusił! Z kim JA muszę pracować ;p?!

16 października 2010

131.

Kupiliśmy nowe śmietniki, które z założenia mają stać przed wejściem do firmy. Po południu dzwonią dziewczyny z zakładu
- wiesz że nasza kierowniczka kazała nam zabrać śmietnik i wstawić go do kuchni?
- a dlaczego?
- no bo ja będzie stał przed wejściem to nam go ktoś ukradnie... - tu mi opadły cycki i cała reszta
- jak ktoś ma wam ukraść śmietnik skoro macie po pierwsze monitoring, po drugie ochronę? A tak w ogóle jak ona go nie każe wystawić to przyjadę do was z paczką poxipolu i go kurwa podkleję od dołu do płytek przy wejściu ;>

No poważnie, jak ktoś nie ma większych problemów, to zrobi wszystko by te problemy sobie znaleźć...