24 lutego 2015

273.

Wleczemy się po ponad 10 godzinach pracy na ukulturalnienie
- ciężki dzień dziś miałem
- uwierz mi Ty nie wiesz co to jest ciężki dzień w pracy
- jasne...
- chcesz mi powiedzieć, że klientka opowiadała Ci jak jej mąż, ojciec słodkiej dwulatki, wszedł do sąsiedniego pokoju i odstrzelił sobie pół głowy, a teraz cała rodzina wiesza na niej psy, bo to oczywiście tylko i wyłącznie jej wina..?

11 grudnia 2014

272.

Oni mnie kiedyś nerwowo wykończą, przysięgam.
 
Miesiąc temu wywalili pracownika należącego do komisji, a że się ogon palił, a dopiero studnię zaczynali kopać, to naradzili się wspólnymi siłami - Perez i Vice, że skorom jest w krs wpisana to ja go zastąpię.
I wszystko było ok do pierwszego spotkania na którym wyszło, że ze względu na regulamin dobrze znany X. (kumpela Vice) nie możemy jej pomóc na tyle, na ile chciała - zgodnie z wytycznymi Vice. Odebrałam dziś telefon od tejże jebiący mnie na wszelkich płaszczyznach, a zaczynający się od słów "ty sobie moim nazwiskiem gęby nie wycieraj" i w tym tonie dobre kilkanaście minut. Na koniec sięgło się Perezowi, "bo kto mi niby kazał do komisji należeć i w ogóle, bo Vice wolałaby żeby tym się zajęła jej rodzina".
  
- a proszę bardzo, zabierajcie sobie to w pizdu i zarządzajcie jak chcecie, ja się tu nie pchałam i mi do szczęścia nie jest potrzebne żeby Vice do mnie dzwoniła i opieprzała mnie za coś, co sama miesiąc temu kazała mi robić, bo nie jest to dla mnie ani przyjemne, ani tym bardziej nie mam na to czasu, bo jak widać w przeciwieństwie do niektórych zajmuję się pracą, a nie szukaniem dziury w całym


Nie wiem, może powinnam na początku każdego m-ca dzwonić do Vice i pytać jaką mam agendę pracowniczą na najbliższy miesiąc, żeby mi nie wyrzygiwała, że robię coś, co sama kilkanaście dni wcześniej mi zleciła....

28 listopada 2014

271.

Panu zmarł ojczym, a że nie dostałby całego zasiłku to podjął wyzwanie i postanowił skontaktować się z prawowitym synem zmarłego i na niego scedować faktury za pogrzeb. Rozsądne.
Prawowity syn pojawił się nazajutrz i od progu krzyczał, że on nie będzie brał na siebie faktur, bo nie ma dowodu osobistego, jest bezdomny (nie sprawiał wrażenia) i żona będzie na niego krzyczała jak będzie coś musiał dopłacić. Tłumaczymy jak krowie na rowie, że nie ma nic do dopłaty, że wszystko będzie ok, on dalej swoje.
- panie - już się podkurwiłam - jak się nie dogadamy to po prostu nie zrobimy pogrzebu
Pozostał niewzruszon, więc użyłam ostetcznego argumentu
- zostaną panu jeszcze pieniądze z zasiłku
- tak? to wie pani, ja skłamałem, mam dowód, możemy pisać faktury
- ... 

Dzwoni jakiś cymbał
- ja bym chciał ksero tych dokumentów co się je u was pisze
- jakich dokumentów?
- no tych waszych
- ale których? mówi pan o fakturze czy zusie czy czym?
- no bo robiliście pogrzeb takiejatakiej i ja bym chciał ksero tych dokumentów
- ale dokumenty są wystawione na inną osobę, jest ochrona danych osobowych i ja panu tych dokumentów nie wydam
- ale ja chcę!
- ale po co to panu?
- bo to córka chowała moją żonę i chcę wiedzieć ile jej zostało pieniędzy z zasiłku
- to proszę się zapytać córki
- ale nie mogę się z nią dogadać
- proszę pana ja nie jestem od rozwiązywania waszych problemów rodzinnych...

Bo jak nie wiadomo o co chodzi...

24 października 2014

270.

Na sam początek akcja z klientem, który składa reklamację za coś z 12 grudnia zeszłego roku. Zostaje mi wmówione, że to moja wina. Sprawdzam i idę do najjaśniejszej panienki wyjaśnić sytuację
- to nie mogłam być ja, gdyż cały grudzień siedziałam na dole, więc nie mogłam być jednocześnie u góry
- ależ to byłaś ty, bo ja wtedy miałam wolny jeden dzień
- pamiętałabym, to z całą pewnością nie byłam ja
- to ja zaraz zadzwonię do kadr i ci udowodnię - dzwoni, dopytuje, po czym z grobową miną oznajmia - widzisz miałam rację, ja 12 grudnia miałam wolne
- no niestety, dzwoniłam do kadr 2 minuty temu i wiem, że to nieprawda, pani miała wolne tydzień później
Chwilę jej zajmuje zanim pozbiera szczękę z podłogi i odzyskuje mowę
- ty mnie sprawdzasz?! ty mnie, kurwa, sprawdzasz?!
- nie, ja po porostu staram się ustalić fakty, bo nie lubię jak mi się wmawia dziecko w brzuch, naprawdę nie pozwolę na takie zachowanie...
Do końca dnia najjaśniejsza panienka jest dla mnie miła do wyrzygu, a ja mam na nią takie ciśnienie, że udusiłabym gołymi rękoma.
 
W związku z tym, że złapałam ją na kłamstwie następuje tydzień jeżdżenia po mnie z góry do dołu, znoszę to z godnością osobistą. Do czasu.
Jadę tłumaczyć się klientowi z czegoś co najjaśniejsza panienka zjebała, wracam głodna, zmarznięta, chce mi się pić i siku, a wpadam w oko cyklonu
- co wpisałaś klientowi w fakturę 3 tygodnie temu?!
- nie pamiętam, pójdę do góry, sprawdzę i pani powiem
- kurwa, ja się pytam co wpisałaś?!
- nie pamiętam, wbrew pozorom nie uczę się faktur na pamięć i nie musi pani się do mnie wydzierać
- ty mi będziesz kurwa zwracała uwagę!? może trochę szacunku!
- nie oczekiwałabym szacunku od kogoś, kogo się samemu nie szanuje, ja nie jestem głucha, nie trzeba na mnie krzyczeć, można zwrócić uwagę spokojnie, normalnym tonem, czy cała ulica musi słyszeć, że ma pani coś do przekazania? ludzie, kultury trochę...

Dzień wcześniej darła się na naszego najspokojniejszego pracownika, w końcu i jemu się cierpliwość skończyła i ją zjebał. Ciekawe na jak długo poskutkuje.

9 września 2014

269.

Ktoś rozpierdolił rurę wodociągową dzięki czemu nie mamy wody w jednym z naszych obiektów (za to mamy masę telefonów od wkurwionych ludzi odwiedzających obiekt). Przez 5 dni straż miejska "przeglądała monitoring i próbowała ustalić sprawcę". Bez rezultatu.
Osiągnęłam stan wrzenia i ustaliłam sprawcę w dwie minuty, jednym telefonem. Wszystkie dane, włącznie z dokładnym adresem, nipem i numerem prywatnym do właściciela... Dzwonię do łosia
- pani, ja wiem żeśmy rozwalili, ale nie mam pojęcia jak to naprawić
- doprawdy? ja panu powiem jak - szybko!
- no ja to na razie do ubezpieczenia zgłosiłem
- proszę pana mnie nie interesuje gdzie pan to zgłosił, interesuje mnie kiedy pan to naprawi? szczerze mówiąc daje panu 3 dni, a potem sami to naprawimy i obciążymy was kosztami
- ooo to możemy tak zrobić :)
- ok, to będzie 5.000 zł
- ILE?!
- panie my się takimi rzeczami nie zajmujemy, ale jak pan sobie życzy to prosz bardzo, ja muszę pracowników oddelegować żeby po pańskiej firmie naprawili szkody, więc w tym czasie nie zarabiają dla nas, poza tym od tygodnia nie mamy wody w naszym obiekcie, mamy za to masę telefonów od wkurzonych ludzi co poważnie zakłóca naszą pracę, ma pan wybór, albo do czwartku pan to naprawi, albo my

Się facet doigra, bo nie widzę, aby cokolwiek robił. A wkurwionym ludziom od wczoraj podaję jego prywatny numer.
****
Wszyscy się urlopują, a ja latam jak pies z podpalonym ogonem, w tak zwanym międzyczasie pilnując kreatywności mych koleżanek. W miarę na bieżąco staram się patrzeć co czynią i padłam na zawał, dzwonię wyjaśnić to, com ujrzała
- czy mi się wydaje czy sprzedałaś jednej pani DWIE urny?
- no tak i co?
- a to jest do jednego pogrzebu?
- tak
- aha, a możesz mi powiedzieć dlaczegóż to uczyniłaś? - wiedząc kurwa, że jest to karalne, bo sama zwracałam jej przynajmniej dwa razy uwagę
- bo pan jest marynarzem - przyznam argumentacja mnie z lekka rozjebała
- i? mamy jakąś nową procedurę o której nic nie wiem? spopielonego marynarz rozsypujemy do dwóch urn, a na przykład księgowego przecinamy na pół i chowamy w dwóch trumnach..?

Nie ogarniam czasami.

26 maja 2014

268.

Leasingujemy auta w firmie z pojebaną obsługą posprzedażową, która ćwiczy, zajebiście ćwiczy moją cierpliwość.
Najpierw sami z się przedłużyli nam umowę OC, chociaż dostali w terminie wypowiedzenie i nową polisę. 4 miesiące wymieniałam z nimi uprzejmości, w których uświadamiałam im, że są:
1) w błędzie co do swego stanowiska, kto jest strona wypowiadającą umowę -źle skonstruowali umowę i wynikało z niej, że to oni musieli ją wypowiedzieć, a nie my, a przedłużyli na nas, to w sumie tak jakby wam sąsiad przedłużył umowę OC na wasz samochód, pojebane
2) a później jechałam z nimi równo uświadamiając im za pomocą papieru firmy prawniczej, żeby mnie nie wkurwiali
W końcu unieważnili niesłusznie przedłużoną umowę. Po czym przesłali mi fakturę na 4,34 zł. Za chuj wie co. Polisa nie nasza, więc koszty nie nasze. Proste. Odesłałam im fakturę z adnotacją, że nie będziemy im płacić skoro polisa nie dotyczyła nas. Sąsiadowi też nie płacimy.
Teraz mamy kolejny samochód u nich i się zaczęło.
" Centrala odrzuciła mi polisę. W polu „ DANE UBEZPIECZAJĄCEGO „ musicie być wpisani wy ponieważ to wy jesteście stroną umowy leasingu a nie właściciel grupy. Proszę o poprawienie polisy" 

"Na wszystkich polisach komunikacyjnych grupy ubezpieczającym jest właściciel grupy jako zawierający umowę ubezpieczenia. W niniejszej umowie ubezpieczenia ze względu na fakt, iż pojazd należy do leasingodawcy my powinniśmy być oznaczeni wyłącznie jako użytkownik. W naszej ocenie polisa jest skonstruowana poprawnie.
Przypominamy, że 5 miesięcy temu zaakceptowaliście polisę nr HX0001 (skan w załączeniu), gdzie również ubezpieczającym została ustanowiony właściciel grupy, a użytkownikiem jesteśmy my. Nie rozumiemy zatem zajętego stanowiska"
 
" Podtrzymujemy nasze stanowisko
- Jak wspomniałem z właścicielem grupy nie łączy nas żadna umowa cywilno – prawna na samochód jaką jest umowa leasingu, stroną jesteście wy.
- Jak wspomniałem na leasingobiorcy ( ubezpieczającym) ciąży obowiązek ubezpieczenia pojazdu, właściciel grupy nie jest leasingobiorcą.
- instytucje finansowe są zmuszone przestrzegać ustawy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy, wystawiona i przesłana polisa świadczy iż beneficjentem ubezpieczenia nie jesteście wy a właściciel grupy. Identyczna sytuacja by była gdyby za raty leasingowe płaciła inna firma niż wy – mamy obowiązek informować o takich przypadkach do odpowiednich instytucji.
- Ze względu na fakt, iż centrala nie przyjmie tak wystawionej polisy, ja jako pracownik odpowiedzialny za techniczną sprawę transakcji, nie mogę dokumentowo przekazać pojazdu i ustanowić statusu „ ODEBRANY”  z powodu źle wystawionej polisy. Co gorsza, z tego też względu nie może wyfakturować klienta na dokonaną wpłatę początkową.
Pochodną w/w faktu, jest kolejna nieprzyjemna sytuacja dla klienta, za każdy dzień spóźnienia klient zostanie obciążony odsetkami w podwójnej ustawowej wysokości za nieodebrany pojazd, przypominam iż pojazd kosztował XXX 000,00 netto!
- jeżeli nie dostaniemy poprawnie wystawionej polisy, to sami wystawimy polisę ubezpieczeniową i obciążymy kosztem klienta, a do tego za każdy dzień zwłoki od daty rejestracji kaucją na fundusz gwarancyjny, biorąc pod uwagę kwotę zakupu, zapewne nie będą to małe kwoty.
- Kolejnym faktem jest to, iż wy tak wystawionej polisy nie możecie wrzucić w koszt uzyskania przychodu, bo nie jest wystawiona na niego a zapłaty dokonuje, sic!

Reasumując, myślę iż podane wyżej argumenty są wystarczające dla Pana aby zmienić polisę na poprawne dane


PS. Argumentu którego użyliście „Przypominamy, że 5 miesięcy temu zaakceptowaliście polisę nr HX0001 (skan w załączeniu), gdzie również ubezpieczającym została ustanowiony właściciel grupy, a użytkownikiem jesteśmy my. Nie rozumiemy zatem zajętego stanowiskauznam że nie widziałem, bo również powinno to być zgłoszone przez moją osobę."

Tłumaczenie jest debilne w świetle ich dotychczasowego wieloletniego zachowania. WSZYSTKIE nasze dotychczasowe polisy były wystawiane dokładnie w ten sam sposób to się nazywa umowa flotowa, nie było nigdy żadnego problemu, jakoś je zatwierdzali i wpisywali i absolutnie nie przeszkadzało im, że właściciel grupy widnieje na polisie, a my opłacamy, co więcej do tej pory jakoś to wrzucaliśmy w koszty. Żeby było śmieszniej nasza ostatnia polisa - ta którą nam automatycznie przedłużyli, a o którą walczyłam z nimi 4 miesiące - była trzepana na prawo i lewo przez ich wszystkie działy, w tym głównie prawny, jak również przez ubezpieczyciela i absolutnie nikt nie zwrócił na to uwagi, ani nie zostało to nigdzie dalej przekazane jak pan nas straszy. Kurwica mnie z nimi trafia.
Pytam prezesa dlaczego do chuja pana tak się uparliśmy, żeby akurat u nich brać ten leasing, mało jest innych banków?
- bo zawsze u nich bierzemy
i to ma być zajebiście ekonomicznie uzasadniony argument...
 

10 grudnia 2013

267.

Wszyscy należymy do jednej drużyny, a niektórzy z uporem maniaka strzelają samobóje do bramki...
 
Dzwoni moja ulubiona księgowość
- brakuje nam podpisów na raporcie (...) odesłaliśmy do podpisy do waszej kierowniczki i nie dostaliśmy z powrotem
- a co ja mam z tym wspólnego?
- bo ona z uporem maniaka ich nie podpisuje - zaczyna się wkurwiający podniesiony jebiący MNIE ton - poza tym jest "taka, sraka i owaka"
- może nie takim tonem do mnie, po drugie jak macie do niej jakieś zastrzeżenia to kontaktujcie się z nią
- ale twoim obowiązkiem jest dopilnowanie żeby ona wykonywała swoje obowiązki
- no chyba wam się coś pomyliło, ja wiem jakie są moje obowiązki i z całą pewnością nie należy do nich odpowiadanie przed wami za moją kierowniczkę i nie zamierzam dalej tego wysłuchiwać - jeb słuchawką

Po chwili dzwoni Vice, królowa świętych krów i dalej w tym tonie
- nie krzycz na mnie i powtarzam jeśli macie problem z nią to dzwońcie do niej - jeb słuchawką

Prez ma nieszczęście być u nas w trakcie awantury, więc wkurwiona wykładam mu:
- ja sobie nie życzę żeby one do mnie dzwoniły i jebały mnie za kogoś innego, jak mam z kimś problem to mówię to tej osobie, a nie osobom trzecim, im to już się całkiem we łbach pomieszało, jeśli sądzą, że my się tu nudzimy tak jak one to zapraszam po weekendzie na nasze 9-10 godzin pracy ciurkiem bez siku, czy śniadania, kurważ mać wszystko dostają podane na tacy, mają tylko zaksięgować i wiecznie jest jakiś problem, ja już jestem za stara żeby wysłuchiwać te ich wieczne żale i pretensje, co ja jestem jakaś ich prywatna dziewczynka do bicia i odreagowywania?

Prezes się po angielsku zmył, dopadł mnie kierownik z wielkim uśmiechem na ustach
- ja cię lubię i szanuję wiesz? ty się nie pierdolisz, tylko prosto i krótko

No raczej, ja mam za dużo pracy żeby się wciągać w ich intrygi.

Młode zaliczyły opad szczęki, bo de facto zjebałam Vice
- a ja myślałam, że się lubicie, tak szczebiotała do ciebie jak tu była
- taa uwielbiamy się, ona tylko stwarza pozory, a jestem przekonana, że gdyby mogła to wbiłaby mi nóż w plecy i rozcięła do samej dupy, kiedyś same się przekonacie jaka jest przyjemna...

30 października 2013

266.

Osiągnęłam poziom ubezpieczeniowego wkurwa przez mail od brokera:

 "Uprzejmie proszę o informację czy straż pożarna podała ostateczną (nie prawdopodobną jak w dotychczasowym zaświadczeniu) przyczynę pożaru. Proszę również o informację, czy przeprowadzili Państwo prace, które miały na celu ograniczenie ryzyka ponownego wystąpienia podobnej szkody. Pytania te zadaje Uniqa TU SA; przedstawienie oferty wznowieniowej UNIQA warunkuje udzieleniem  odpowiedzi na zadane pytania. Ze względu na wysoką szkodowość może się zdarzyć, iż inne zakłady ubezpieczeń nie przedstawią oferty, dlatego w tym roku szczególnie zależy nam na ofercie od obecnego ubezpieczyciela.

Przypominam się również w sprawie odpowiedzi na pytanie Pana R. z N., który pytał czy prześlą Państwo jeszcze dodatkowe faktury do ww. szkody ponad te, które wpłynęły dotychczas."

No bez jaj:

 "Straż nie podała ostatecznej przyczyny pożaru, dla nas szczerze mówiąc istotne było czy to jest wina nasza czy wykonawcy. Skoro okazało się, że jest to wina wykonawcy, ewentualnie - druga wersja - jego podwykonawców to my jesteśmy ubezpieczeni, a regres szkody już nas nie interesuje. Jeśli chodzi o określenie przyczyny pożaru to zdaje się ubezpieczyciel po to wynajął N., aby ci jako specjaliści określili ostateczną przyczynę. Ponadto chciałabym nadmienić, że zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego po otrzymaniu zawiadomienia o wypadku to zakład ubezpieczeń obowiązany jest do ustalenia przesłanek swojej odpowiedzialności oraz do zbadania okoliczności dotyczących wysokości szkody. Zakład ten ma obowiązek, aktywnego, samodzielnego wyjaśnienia okoliczności wypadku i wysokości szkody. Tego obowiązku, należącego do istoty działalności ubezpieczeniowej, ubezpieczyciel nie może przerzucić na inne podmioty. My nie unikamy odpowiedzi na pytania zadawane przez ubezpieczyciela, jak również udostępniliśmy wszystkie potrzebne materiały i obiekty, aby ubezpieczyciel posiadł pełną wiedzę potrzebną do wykonania czynności likwidacyjnych.

U. doskonale się orientuje w zakresie wykonanych prac, naprawiliśmy dach i to co uległo zniszczeniu, aby wykluczyć prawdopodobieństwo zaistnienia podobnego zdarzenia w przyszłości, zostały zbadane wszystkie instalacje, niezgodności między projektem, a wykonaniem nie jesteśmy na razie w stanie w 100% wyeliminować bez częściowej rozbiórki obiektu.

U. nie może warunkować przedstawienia nowej oferty tym, że de facto to oni nie wykonali swojej pracy, a zakładam, że nie wykonali skoro Pana ustami pytają czy my znamy ostateczną przyczynę szkody. Jest to co najmniej niepoważne.

Rozumiem, że mamy wysoką szkodowość i że inne zakłady mogą nie chcieć przedstawić nam oferty, albo przedstawić z zaporową składką, ale po tych kilku latach problemów z U. naprawdę - jeśli będzie taka możliwość - chętnie ubezpieczymy się w innym towarzystwie. Są firmy, które mają jeszcze większą szkodowość, a jednak są gdzieś ubezpieczone.

Pan R. wie, że ostatnie faktury i arkusze kalkulacyjne kosztów dostanie najpóźniej do 20 listopada br. o czym informowałam go w mailu z potwierdzeniem przeczytania 16.10.2013 r."

Mój poziom boskości w tematyce ubezpieczeniowej wzrasta z każdą bitewką ;>

29 października 2013

265.

Matki Boskiej Pieniężnej za dany miesiąc mamy do 28 każdego m-ca. W związku z czym kadrom mega problem sprawiają nasze zwolnienia w okresie okołowypłatowym.
Jedna z koleżanek wylądowała w szpitalu z nagłą operacją i wnioskując po płaczu niefajną diagnozą. Kadry nie dają za wygraną, dzwonią i dzwonią, a u nas nowych wieści brak
- możecie powiedzieć czy i w jakim terminie A. ma zwolnienie?
- nie, nie możemy, bo nie wiemy
-a może byście się z łaski swojej dowiedziały
- nie wydaje mi się żeby będąc w trakcie bycia operowaną odebrała telefon ;>
Czy to jest kurwa taki problem zrobić w przyszłym miesiącu korektę do wynagrodzenia?!

24 października 2013

264.

Kierowniczkę pokarało, coś jej jebło w plecach tak, że chodzi zgięta
- dziecko, dzieckoo, myślisz, że jak pójdę dziś do lekarza to da mi jakiś zastrzyk i przestanie boleć?
- tak za ucho i wszystko zniknie, ból fizyczny i psychiczny
- małpo!

- pewnie mam raka, kurwa, i już poszło mi w kręgosłup
- jasne, złego licho nie bierze, więc nie martwiłabym się na zapas
- jędza

8 października 2013

263.

Piąty miesiąc leci jak czekamy na raport biegłego sądowego. Sytuacja z założenia zUa, bo nie mogę bez tego ruszyć dalej z moją główną szkodą. Zjebawszy Prezesa uzyskałam numer do rzeczoznawcy, który to się ze mną umawiał i umawiał i umawiał, a w sumie chuj z tego wychodził.

- ten facet nie dość, że jest flegmatyczny, to jeszcze mega nieodpowiedzialny i szczerze mówiąc już mnie powoli doprowadza do wkurwa
- mnie też, dlatego kontakty z nim scedowałem na panią :)
- powiedział, że będzie jutro o 8, ostrzegam, że jak znowu się nie pojawi to go zjebię

Oczywiście się nie pojawił, poczekałam godzinę i dzwonię do gada
- aaa dzień dobry właśnie miałem do pani dzwonić, już trzymałem telefon, bo widzi pani mam taką nieprzewidzianą sytuację
- panie J. szczerze mówiąc nie interesuje mnie ta sytuacja, jak nie mamy czasu czegoś zrobić, to się za to po prostu nie zabieramy, a nie trzymamy 10 srok za ogon i obiecujemy cuda na kiju, jesteśmy dorośli, więc zachowujmy się odpowiedzialnie, oczekuję konkretnej odpowiedzi KIEDY będę miała raport
- przyjadę o 13, tym razem na pewno

Oczywiście nie przyjechał, dzwoni Prez
- ja już nie wiem co mam z nim zrobić, on już pracował dla naszego szefa i wszystko było ok
- no nie wiem, może to było zanim amputowano mu jaja i ośrodek decyzyjny...

Przyjechał chwilę przed wyjściem z pracy i zaczął mi opowiadać jakieś bajki o ubezpieczeniach (w których to ja mam czarny pas, więc nie ucz ojca dzieci robić) i o tym, że mój prezes (też nie ma jaj więc) go nie poganiał wobec czego robił sobie inne rzeczy, przetrzymałam również stwierdzenie, że jestem konkretna i nigdy mu się nie zdarzyło, żeby ktoś tak go obsztorcował, zakończył tę miłą pogadankę stwierdzeniem, że w smoleńsku to był zamach, ale to chyba oczywiste
- panie J. byliśmy umówieni 2 godziny temu, teraz jestem zajęta, dziękuję za raport, do widzenia - wyjebawszy go za drzwi zadzwoniłam do preza - był, przywiózł raport, który pisał 5 miesięcy, raport ma 1,5 strony
- to żart?! on za ten raport zawołał 4.500 zł, wie pani co ja mogę sobie zrobić z taką ekspertyzą?!
- no cóż, zakupił pan najdroższą srajtaśmę w swoim życiu...

Poważnie, nigdy nie spotkałam takiej pizdy w wydawałoby się dosyć profesjonalnym opakowaniu.

19 września 2013

262.

Kierowniczka od początku tygodnia ma wkurwa, co objawia się notorycznym opierdalaniem wszystkich z góry do dołu za wszystko. Dodatkowo sama stwarza sytuacje do kolejnych zjebek (np. wysłała mnie do urzędu -1,5 godz. - w czasie, w którym powinnam być w firmie i robić inne rzeczy, które nie zostały zrobione co okazało się oczywiście moją winą, kolejka w urzędzie też była moją winą). I tak od poniedziałku po kilkanaście razy dziennie, cierpliwość skończyła mi się dopiero dziś, kiedy moją winą okazał się również fakt, że nie wyrabiam się z 1,5 etatu w ciągu 8 godzin.
- jak pan przyjedzie to musimy porozmawiać - poinformowałam preza, po 10 minutach już był - oo tak szybko?
- z tonu pani głosu wywnioskowałem, że nie ma co zwlekać...
- czy byłby pan łaskaw poinformować panią kierownik czym dokładnie się zajmuje w firmie? albowiem jeśli jeszcze raz usłyszę zarzut, że ona "robiąc to co ja, się wyrabiała, a ja nie potrafię" to przysięgam wstanę i wyjdę
- przecież ona te 20 lat temu robiła zaledwie część z tego co pani
- prawda, poza tym jak mam pracować kiedy co chwilę do mnie dzwoni, albo przychodzi i zawraca mi głowę, albo kiedy muszę z czcigodną nabożnością obsługiwać poza kolejnością jej znajomych, latając w tę i we w tę, bo im się nie chce ruszyć tyłka na piętro, albo kiedy zamiast pracować spędzam 1,5 godziny bezproduktywnie w kolejce, podczas gdy mógłby tam iść ktoś, kto siedzi i nie ma co robić, a już za absolutne przegięcie pały uważam darcie na mnie paszczy przez cały parking, albo rzucanie mi słuchawką z hasłem "żebym nie zawracała jej teraz dupy", tudzież rzucanie w moim kierunku "kurwami" itp, ja nie mam 15 lat i zerowego obycia pracowniczego, żeby się pozwolić traktować w ten sposób. Ponadto czas skończyć wakacje jednego z nowych, ja nie jestem w stanie zrobić 12 godzin w 8, to jest awykonalne, dlatego Grzegorz przychodzi do mnie i mi pomaga
- ale na razie nie mamy wolnych licencji w programie żeby mu stworzyć profil do pracy
- ależ mamy, dzwoniłam do informatyka, mamy 10 licencji i tyle osób max może być zalogowanych jednocześnie, kierowniczka z kompa nie korzysta, bo jak pan doskonale się orientuje ja robię jej pracę, więc nie widzę problemu, Grzegorz przychodzi i pracuje, nie interesuje mnie czy będzie robił cześć archiwizacyjną czy księgową, ale będzie robił, na litość od lipca dostaje pieniądze za to że siedzi i patrzy, bo na nic innego mu kierowniczka nie pozwala, to jest absolutnie nieekonomiczne (...)
Stanęło na utemperowaniu kierowniczki (jestem przekonana, że mnie nienawidzi i nie może pojąć jak mogę wpływać na preza), końcu pracy więcej niż dwóch osób na dwóch stanowiskach (młode w dwójkę obsługiwały każdego klienta - zupełnie bez sensu) i sztucznym utrzymywaniu Tereski przy pracy.

13 sierpnia 2013

261.

Prawie dwa lata temu przeniosłam się do obecnego oddziału korpo i od samego początku proszę o nowe kompy, bo to na czym pracowaliśmy wołało o pomstę.
 
Tytułem wstępu...
Mamy najemnego informatyka (I) z firmy-siostry, który nigdy nie ma czasu zrobić czegoś, o co go prosimy, więc mamy też innego najemnego informatyka (S), którego znam od lat i który robi nam, to o co prosimy od ręki. Prez dał zielone światło do zakupu sprzętu, określił się kwotowo, więc w porozumieniu z zarządem i sugestiami S. kompy zostały zakupione i są powoli instalowane w korpo.
Sytuacja w tak zwanym międzyczasie...
I. napisał maila do wszystkich świętych, oczywiście z pominięciem mnie, ale Prez nie mógł mi odpuścić i przeczytałam np. takie kwiatki
"Proszę o dokładną analizę oferty pana S. znalazłem takie same kompy o 100 zł taniej na sztuce to niby niewiele, ale przy kilku sztukach... (...) Moim zdaniem nie jest wam potrzebny taki mocny sprzęt (...) należałoby się zastanowić co się stało z różnicą kwotową między ofertą S. a tym co ja znalazłem".
- chyba do reszty go pojebało - skomentował Prez
- no raczej, czy on insynuuje że ja sobie tę różnicę przywłaszczyłam? czy on wziął pod uwagę, że kompy zamawialiśmy pół roku temu, więc po innych cenach niż są w tej chwili, że kupiliśmy je razem z winem, którego nikt za darmo nam nie dał, finalnie: z jego kasy to zakupiliśmy żeby się wpierdalał między wódkę, a zakąskę?
- ja to wszystko wiem i o nic pani nie posądzam, sprawdzaliśmy ceny i były wyższe, poza tym ta jego aluzja że nie jest nam potrzebny taki mocny sprzęt, pewnie wołałby kupić stary jak zawsze, który się szybko zepsuje, ja myślę, że on ma jakiś układ z firmą, która mu dostarcza sprzęt i weszła mu pani w kieszeń stąd oburzenie
Ukręcę mu jaja przy samej dupie przy najbliższej okazji, za takie podkładanie, niesłuszne zresztą, świni.

1 sierpnia 2013

260.

Młode ciągle są na wychowaniu

Koniec tygodnia robią, kasę liczą, nie zgadza się, norma, przychodzę i tłumaczę jak liczyć, co odejmować, czego nie, co wchodzi w raport i dlaczego, a co wchodzi sztucznie choć tego faktycznie nie ma
- mówiłam ci żebyśmy od razu po nią zadzwonili to nam po ludzku wytłumaczy, a nie jak Terenia - kumate młode, kumate :)

Młode pierwszy raz mają pojebanych klientów, którzy nie chcą nic zapłacić, a najlepiej by było gdybyśmy to my zapłacili im, podobno awantura, że klękajcie narody
- idź na dół i zrób coś, bo zaraz mnie strzeli - rzucił latający pod sufitem eR., idę więc, faktycznie jest ostro, tzn. młode grzecznie milczą i wysłuchują  niesamowicie debilnych pomysłów
- nie potrzebujemy 4 panów do obsługi i nie muszą iść w strojach galowych
- nie ma takiej możliwości, panowie idą w 4 inaczej nie wykonają usługi, bo jest to fizycznie niemożliwe, poza tym stroje robocze mają również ze względów sanitarno-epidemiologicznych i nie ma możliwości żeby poszli ubrani inaczej - cierpliwie tłumaczę, co zostaje przyjęte z jeszcze większym wkurwem na co dostają ostrą kontrę - proszę państwa robienie u nas usługi nie jest obowiązkowe, jest wiele innych firm, także do widzenia się z państwem - młode zaliczają opad szczęki, klient i tak został, bo jesteśmy najtańsi i po chuj była ta awantura...?

Po pierwszej wypłacie ciacho przynieśli
- wódkę też macie?
- yyy może wódka po pracy
- heh chyba wy, jeszcze was wychowamy ;)

Grzegorz opowiada o wyjeździe
- w poniedziałek też masz wolne? to delektuj się, bo to twój ostatni wolny poniedziałek, u nas nie ma wolnych poniedziałków, okresów śródświątecznych i długich weekendów - gaszę go
- już mi mówili, nie żartowali...?
- niestety

Przychodzę i pytam o coś młode
- zobacz jak on się spina przy tobie, do mnie jak do matki mówi, a ciebie się boi - rzuca Terenia
- no właśnie widzę, Grzegorz ty się mnie boisz? Nie bój się, ja cię nie opierdolę
- prezes mi mówił, że tu krzyczą
- nie my, to eR. z A. się drą
- podobno też się darłaś... - oj tam, oj tam, raz na samym początku zjebałam od góry do dołu mojego pracownika przy zamkniętych drzwiach (bo uważam że była to sprawa między mną a nim, a nie między mną a resztą chłopaków) kiedy jebnął mi grabiami pod nogi i stwierdził, że pierdoli dalej nie robi, nie mu będzie gówniara podskakiwała, i nie darłam się tylko mówiłam o ton głosu wyżej niż on, a że on darł ryja... ale widzę, że fama się niesie, hie hie

26 lipca 2013

259.

Mamy parkę młodych - Grzegorza i Agatę, z czego on jest moim prywatnym niewolnikiem
Siedzimy z P. wchodzi do nas uprzednio zapukawszy Grześ, coś tam chce
- Grzegorz do mnie się nie puka, bo mnie straszysz, wchodź po prostu
- dobrze proszę pani
- borze jaki on jest spięty, prawie ci salutuje, co mu zrobiłaś :D?
- nic, ale zakładam, że świadomość, że już za kilka dni przyjdzie pod moje skrzydła i będziemy siedzieli tu tylko w dwójkę spowoduje u niego ciężką sraczkę ;)

Na koniec tygodnia młode z Terenia liczą swoją kasę. Od 6,40 liczą, przychodzę do nich o 10, atmosfera bardzo napięta, a oni w dalszym ciągu dziobią
- no nie zgadza się wam o kilka tysięcy - stwierdza Terenia - idę zapalić i policzymy raz jeszcze - widzę że młode znajdują się już w stanie przedzawałowym, a z doświadczenia wiem, że Terenia jako jednostka unikająca technologii w tym księgowych bardziej im napierdoli, niż pomoże
- dobra, ja z nimi policzę, siadać i mówić mi tu wszystko jak na spowiedzi - chwilę mi zajęło ogarnięcie tygodnia, ale udało się wyprowadzić ich na prostą, Grześkowi wróciło krążenie, a Agata się poryczała - no nie płacz mi kobieto, serio nic się nie stało, czego wyjesz? to jest dosyć trudne, ale przecież nikt cię nie opierdala, macie problem to mówicie i wam pomożemy, tak? idź się ogarnij i przyzwyczaj się, bo taki hardcore czeka was przez kilka pierwszych tygodni, ALE WAM POMOGĘ, także oddychaj :)

Wychowamy jak swoje ;)

21 czerwca 2013

258.

Przerobiliśmy dzień inteligentnych pytań:
- kiedy będę mogła określić ostateczny rozmiar szkody?
- kiedy, kurwa, zostanę wizjonerką i będę wiedziała, które kafle jeszcze odpadną i kiedy, która część sufitu zwali się na łeb kiedy i gdzie jeszcze wyhoduje się przepiękny grzyb i kiedy, póki co nie potrafię, a budynek wciąż żyje własnym życiem
- czemu początkowa wycena była na 400.000 zł, a wypłata z raportu przejściowego wyniosła zaledwie 190.000 zł?
- pewnie dlatego, że jest to wypłata z raportu przejściowego, a nie końcowego
- czemu raport jest przejściowy, a nie końcowy?
- hmm, pomyślmy, może dlatego, że nie wszystko zostało naprawione i wycenione?
and wisienka na torcie:
- jak zamierzamy nadrobić nie odbywające się przez kilka tygodni kremację?
- zrobimy łapankę na ulicy, promocję "3 w cenie 2", akcję "nielubiana teściowa gratis"...

19 czerwca 2013

257.

Gawędzimy z Prezem
- widziała pani nekrolog Papuk?
- nie
- no nie widziała pani nekrologu Papuk?
- no nie, kim był ten cały Papuk?
- no PAPUK!
- może papuG, ptaków takich?
- no przecież mówię
Spalił się sklep zoologiczny, właściciel dał nekrolog. PapuGom.

15 maja 2013

256.

Impreza się rozkręca...
Akt I
Sprawę załatwiamy w trybie pilnym, w związku z czym ubezpieczyciel informuje, że przysłał nam rzeczoznawcę o zbyt małych kompetencjach, więc będzie musiał przysłać nowego - co przeciąga nam cały proces, postanawiam więc, że pierdolić ubezpieczyciela sami se zapłacimy za rzeczoznawcę zaczynam go szukać na własną rękę (nota bene mam w polisie zapis, że to ubezpieczyciel płaci za swoje opierdalanie, bądź jak kto woli moje widzimisie).
W tak zwanym międzyczasie dostaję maila od ubezpieczyciela, w którym informuje mnie, że:
"Zostały zlecone dodatkowe oględziny, które zostaną wykonane przez firmę zewnętrzną, ze względu na rozmiar szkody, w ciągu kilku najbliższych dni. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie określić ich terminu. Odpowiedzialność zostanie ustalona po zgromadzeniu kompletu dokumentów i przeanalizowaniu ich. Naprawy będzie można podjąć po zakończeniu oględzin. Wszelkie dodatkowe szkody spowodowane zdarzeniem losowym (deszcz) poprzez odstąpienie od naprawy/zabezpieczenia dachu pozostają na ryzyku U***A". No to pojechaliście moi drodzy, gdyż sami mi napisaliście, że zaliczki nie będzie, dachu mamy nie tykać, a jak coś więcej się spierdoli to będzie to na wasz koszt.
Akt II
Mailuje pan rzeczoznawca, którego szukam na własną rękę (nota bene najlepszy z najlepszych w szkodach o takim rozmiarze finansowym), wykręca mi się, ma dużo pracy, nie chce przeprowadzić oględzin i wydać ekspertyzy. Myślę sobie niemożliwe, że nie chce pieniążków, aż tak dobrze się firmom nie powodzi. Dzwonię i pytam o co kaman, bo w tę jego oficjalną wersję mailową nie wierzę, pan się wykręca, ale w końcu przyznaje że nasz ubezpieczyciel rozpisał przetarg na wyłonienie rzeczoznawcy, bo sam nie ma odpowiedniego człowieka z uwagi na rozmiar finansowy szkody - co należy przeczytać jako "blokuje nam działania na co najmniej kilka tygodni". Osiągam fazę wkurwa totalnego.
Akt III
Piszę do ubezpieczyciela maila w kontrze na jego ofertę pokrycia strat, które wynikną z ichniejszej opieszałości:
"W odpowiedzi na Państwa maila chciałabym zauważyć, iż Państwo nie uwzględniliście faktu, że w całym nadpalonym dachu znajduje się jedna niewielka dziura. Państwa pech polega na tym, że owa dziura jest tuż nad sercem obiektu, który wart jest 1.500.000 zł (słownie: PÓŁTORA MILIONA ZŁ). Cieszy mnie, że zdeklarowaliście się zapłacić za wszelkie szkody, które pojawią się w trakcie kiedy będziecie blokowali jakiekolwiek nasze działania, gdyż przeprowadzacie przetarg na kompetentnego rzeczoznawcę co jednak do mnie ze źródeł bardzo wiarygodnych dotarło. Tym samym szkoda z 500.000 zł zwiększy wam się do 2.000.000 zł, (SU wynosi ponad 12.000.000 zł więc bez problemu pokryje to wszelkie nasze roszczenia). Pragnę również nadmienić, że mam w polisie zapis o wypłaceniu odszkodowania w wartościach odtworzeniowych, a nie jak zazwyczaj się to zdarza w księgowych, więc amortyzacja nam nie straszna. Liczę, że uda nam się dojść do porozumienia w kwestii szybkości działań likwidacyjnych"
Akt IV
Wracam do domu, dzwoni do mnie nasza brokerka:
- dzwonił do mnie dyrektor U***A
- i co tam u niego? modli się o słońce pewnie :)
- cały zestresowany, mówił że sam monitoruje sprawę i jutro rano będzie się z nami kontaktował w sprawie rzeczoznawcy
- o to miło, jednak istnieje możliwość przyspieszenia sprawy
- czym ich pani nastraszyła?
- ja? niczym, sami sobie strzelili w stopę pierwszym mailem, a fakt że mamy dobrze skonstruowaną polisę, nie dam z siebie robić wała, jestem dosyć świadoma ubezpieczeniowo i potrafię czytać ze zrozumieniem wiele ułatwia

Najlepsze jest to, że szkoda nie wynika z naszej winy, a z winy wykonawcy obiektu. Oznacza to, że ja chcę odszkodowanie od naszego ubezpieczyciela, a jego zasranym obowiązkiem po ustaleniu oficjalnej przyczyny szkody jest scedowanie odpowiedzialności na ubezpieczyciela wykonawcy obiektu. Tłumacząc z ubezpieczeniowego na polski:
1) nasz ubezpieczyciel wypłaci nam pieniążki, po czym
2) pan rzeczoznawca, którego nie chcą powołać, ustali oficjalne winę wykonawcy obiektu, po czym
3) nasz ubezpieczyciel dostanie wypłacone nam pieniążki z powrotem od ubezpieczyciela wykonawcy obiektu
Co z całą pewnością będzie procesem długotrwałym, nerwowym, a przede wszystkim ustalanym procesowo, co jednak mam w dupie i nie rozumiem po co nasz ubezpieczyciel się tak wzbrania i robi nam pod górkę.

14 maja 2013

255.

Pastwiłam się dziś nad rzeczoznawcą ubezpieczeniowym.
Pan rzeczoznawca - chłystek lat po głosie z 25 - umówił się na oględziny naszej szkody. Szkodę zgłosiłam w trybie pilnym, wyceniłam na pół bańki, podałam swe dane i oczekiwałam kontaktu. Pan zadzwonił wieczorem do pracy (bo ja mieszkam w pracy...) i ustalił z portierką (portierką, kurwa!) oględziny na dziś między 7 a 8. No pal licho z kim - pomyślałam - grunt że ruszy dupę.
W okolicach 9 rano, kiedy to prezes wydzwaniał do mnie z częstotliwością co 20 minut z pytaniem dzie on kuźwa jest? delikatnie podniósł mi się poziom wkurwieliny, ale nie dajmy się ponieść emocjom. W czasie oczekiwania na pana chłystka zdążyłam odebrać kilkanaście telefonów od coraz bardziej poirytowanego prezesa i dosadnie wytłumaczyć likwidatorowi, w którym miejscu mam fakt, że nie ma kontaktu z własnym rzeczoznawcą. W końcu się odnalazł, przypomniał sobie moje dane i postanowił się tłumaczyć
- aaa witam pana, jedno szybkie pytanie: przyjęty pan był?
- yyyyyyyyyy
- no proste pytanie, był pan przyjęty?
- ale jaki to ma związek ze sprawą?
- próbuje ustalić czy jest pan w posiadaniu takiego czarodziejskiego urządzenia zwanego zegarkiem, zakładam, że nie skoro spóźnia się pan na pilne oględziny SZEŚĆ godzin i nawet nie dzwoni uprzedzić o tym fakcie - niewiele mnie tak wkurwia jak nieusprawiedliwione spóźnialstwo
Jak się okazało do tego, że pan:
- boi się wejść do większości pomieszczeń, gdyż nie raczył nawet przeczytać jaki obiekt będzie wyceniał
- okazało się, że ma kompetencje do wyceniania szkód do 200.000 zł, a powyżej to już niekoniecznie
to napisałam przemiłego maila do szefa szefów ubezpieczalni z zapytaniem czyście się ludzie z chujem na łby pozamieniali, skoro sądzicie że dam się spławić przeciąganiem wypłaty odszkodowania takimi numerami, do piątku macie czas na wpłatę bezspornej kwoty, a później będę was doić dalej i wydoję do ostatniej kropelki naszej sumy gwarancyjnej, która jest bardzo duża, bom jest dosyć kumata kiedy umowy zawieramy.

13 maja 2013

254.

Kilka dni temu jeżdżę, a mój telefon dzwoni jak pojebany. Zatrzymujemy się, zerkam na listę połączeń Vice, Prezes 6x, chłopacy, jedna z kierowniczek. Coś się kurwa stało. Ostatnio kiedy tak dzwonili jak opętani to zdemolowali nam cmentarz. Teraz zapalił nam się nasz najnowszy obiekt wart 8,5 mln.
Dzięka Bugu z winy wykonawcy.

Siedzimy rano z Prezesem w pracy, zaczyna śmierdzieć, rzygać się chce od tego smrodu, zaglądamy pod biurko, a tam zapalił mi się komp, ogień, dym i takie tam. Tak sam z siebie.

Tydzień bez pożaru, tygodniem straconym..?