23 maja 2011

148.

Żeby w pracy nie było nudno to mamy kolejną aferę. Tym razem dowiedzieliśmy się z gazet, iż płacimy pracownikom prosektoriów po to, by oni namawiali rodziny zmarłych, aby te robiły pogrzeby u nas. No w sumie dobrze wiedzieć.
Prezes poczytał prasę, za pomocą moich dobrych kontaktów z mediami dowiedział się kto wygaduje o nas takie kretynizmy i biega podkurwiony po firmie
- no co za pizda - mówi o owej podpierdalaczce, a trzeba Wam wiedzieć, że mój Prez zazwyczaj nie używa publicznie słów powszechnie uważanych za obelżywe... - no ja chyba muszę się melisy napić
- melisy niestety nadal nie mamy, ale jak na rasowego pracownika centrum łowców skór proponuję herbatkę z pavulonikiem, podobno świetnie rozluźnia ;)

Wieczorem z moim chłopem, który to pracuje w jednym z mediów, które na nas najechało
- dziś seksu nie będzie ;> - rzekłam
- albowiem..?
- albowiem, twoje medium opisało moją firmę, a ja z wrogiem spać nie mogę. Wewnętrzny kodeks pracowniczo-etyczny mi na to nie pozwala ;>
- wiesz, że po pierwsze ja tam nie publikuję, a po drugie czemu mamy cierpieć oboje? ;)
No dar perswazji to on ma wyjątkowo skuteczny ;)

26 kwietnia 2011

147.

Mówiłam, że jak się pozbędziemy gwiazdy to będę pisała o seksie. No to prawie, zatem lecimy.
Dorobiłam się własnego osobistego psychofana, lub też stalkera jak kto woli. Bom ja jest szczytem zajebistości samym w sobie, wisienką na torcie i ogólnie dupę urywam. No to się kolega z pracy zakochał był. Odbyliśmy mało romantyczne rozmowy pt. weź wypierdaczaj i nie wyj mi pod oknem, jak również nie ma szans żeby cokolwiek się z tego uhodowało, aż doszliśmy do etapu stanowczego wypierdalaj na bambus bom jest zaabsztyfikowana kimże innym. Kiedy już mi się wydawało, że chłopak pojął, zmądrzał, ostudził swe zapędy poszłam se na urlop, z którego to urlopu mnie ściągnięto do pracy, albowiem kurier mi paczkę z darami przyniósł...
Dary trafiły do Prezesa skąd przyszło mi je odebrać wraz z kartką podpisaną i włożoną w dary w taki sposób, że naprawdę ciężko się byłoby nie zorientować od kogo owe dary są. No, ale kurwa luz.
Kolega, skoro ja nie reaguję, zdążył już połowie firmy rozpierdolić jak to on mnie kocha i w ogóle och i ach. Ale jako, że jestem oazą spokoju to oświadczyłam dziś wszem i wobec, że ja wiem, iż oni wiedzą, mogą jebać, oficjalnie zezwalam, tylko niech się odwdzięczą mi za swój dobry nastrój i przekażą koledze, żem głęboko zakochana w obecnym i z tej pracowej mąki chleba nie będzie. Nawet zakalca. A jak nie pojmie to mu ujebię łeb przy samej dupie (a doszłam już do takiego etapu wkurwa ;>)
No to by było na tyle z wieści pracowych ;>

15 kwietnia 2011

146.

Mam ostatnio wysyp spraw pt. "połamałam się pół roku temu na waszym terenie i stanowczo jesteście mi winni odszkodowanie". Ok, złamanie się może zdarzyć, ale że wszyscy ci ludzie zgłaszają się do nas w przeciągu ostatnich dwóch tygodni i na dodatek wszyscy mieszkają w tym samym rejonie, nie jest zastanawiające?
Dziś przyszło pismo z kancelarii odszkodowawczej - pani złamała sobie u nas mały palec lewej ręki, swój ból i straty moralne wyceniła na 4.000 zł (cała ręka to 5% uszczerbek, 1 palec to 1% uszczerbek, w przypadku bdb ubezpieczenia przeciętnego Kowalskiego to najwyżej 400 zł odszkodowania), ale to nic. Rozwaliło mnie kompletnie, że chce też dodatkowy 1.000 zł, bo musiała zatrudnić opiekunkę, która robiła jej zakupy, sprzątała, myła ją i - uwaga - PODCIERAŁA, gdyż pani ze złamanym paluszkiem nie była zdolna do samodzielnego życia. No ja pierdolę, nie przesadzajmy, ok?
Dziwi mnie też, że pani połamała się jednego dnia, pojechała do szpitala, stamtąd ją odesłali do domu nic nie stwierdzając, dopiero 3 dni później pojawiła się na izbie ponownie i dopiero wtedy miała zrobione RTG i założony gips... Osobiście byłam połamana 2 razy i wiem z autopsji, że po kilku godzinach od złamania, ból nieusztywnionej kończyny jest nie do zniesienia, więc jakim cudem ona wytrzymała niby 3 dni?
Panowie prowadzący firmę odszkodowawczą tytułują się adwokatami, tymczasem są mgr prawa, żaden z nich nie ma skończonej aplikacji, więc z nich taki adwokat jak i ze mnie i to przekłamanie w papierach podniosło mi już ciśnienie dokumentnie.

- i co im pani zamierza odpisać? - zaciekawił się Prez
- żeby nas pocałowali w sam środek naszej firmowej dupy, tylko muszę to ładnie ubrać w słowa ;)

No kocham takie firmy odszkodowawcze...

4 kwietnia 2011

145.

Oto nastał ten dzień na który czekaliśmy.
Gwiazda odeszła w niebyt.
Spodziewaliśmy się dzikiej awantury, a skończyło się na niedowierzaniu, płaczu, delikatnej histerii i przekonaniu o własnej megazajebistości co zostało wyrażone werbalnie "bo nową pracę z jej kwalifikacjami, doświadczeniem i ogólną bystrością to ona sobie znajdzie w trymiga".
Tak, szczególnie stawiałabym na tę niebywała bystrość...
Buk dał :) W końcu.

23 marca 2011

144.

Nasza koleżanka z pracy powiła potomstwo, w ilości sztuk jeden. Cechy wyjątkowe: pierworodne. Dyskutujemy o tymże fakcie
- a G. co urodziła? - pyta informatyk
- jak to co? dziecko urodziła, a co myślałeś że kotka ;)?
Jesteśmy pierdolnięci, wiem :)

Dwa tygodnie temu Prezes kazał za coś zapłacić, zapłaciliśmy, on zapomniał, dziś mnie zjebał
- kto w ogóle kazał to zapłacić?
- jak to kto? Pan
- nie ja z całą pewnością nie kazałem
- no pewnie, to ja sama sobie sfałszowałam pan podpis i wysłałam przelew ;>
Wkurwiłam się, walnęłam milczącego focha i tyle. Jakąś chwilę później przylazł i patrzy na sznur leżący na moim biurku
- a ten sznur to po co? będzie się pani wieszać?
- tak, za to że mnie pan ochrzania, za coś, co sam kazał zrobić ;>
- byle nie w firmie
- oczywiście, że powieszę się w firmie. Mało tego, uczynię to w pana gabinecie ;>
Poszedł oblookać gabinet
- całe szczęście, że sufit nisko, a i nie ma wiszących lamp ;>
- spokojnie, jak będę chciała to i na krześle się powieszę ;>

Chwilę później powracamy do tematu, tzn. on wie, że zjebał mnie niesłusznie i że jestem zła, więc rozładowuje napięcie
- pani Korporacyjna się na mnie gniewa, jutro pewnie nie dostanę nic do picia :(
- ależ nie jestem wredna, dostanie pan
- :)
- cyjanek potasu :)
- :(

6 marca 2011

143.

Prez się pochorował i leży w domu. Zastanawiamy się czemu nie dzwoni (bo on ZAWSZE dzwoni jak nie ma go w pracy), wtem przychodzi mail:
"Pani Korporacyjna
wiem, że pani za mną tęskni, więc piszę ;) Żyję, aczkolwiek straciłem słuch. Wrócę jak odzyskam zmysł ;)
Pozdrowionka i buziaczki*"

* pozdrowionka i BUZIACZKI - to zwrot, którego używa jeden z dyrektorów firmy-siostry pisząc maile do co ważniejszych naszych kontrahentów, zawsze się śmiejemy z tych buziaczków ;)

Prez wrócił zanim odzyskał słuch, grafik ma dosyć napięty, więc musi jeździć na spotkania
- o 12 jadę do Kowalskiego, pani pojedzie ze mną
- ale po co ja mam jechać?
- będzie mi pani tłumaczyć z polskiego na migowy ;)

20 lutego 2011

142.

Prezes zatrzymuje się przy mnie
- pani korporacyjna jutro wyjeżdżam i nie będzie mnie cały dzień - i patrzy wyczekująco
- będę tęsknić :)? - no a cóż miałam mu powiedzieć?

Media poinformowały mnie, że nasza konkurencja przychodzi do nich i mówi na nas bardzo brzydkie, nieprawdziwe rzeczy. Mówię o tym Prezesowi, on reaguje bardzo emocjonalnie - mianowicie rzuca słowami powszechnie uważanymi za obelżywe i przeżywa
- spokojnie, media po pierwsze nas lubią (tzn. mnie, a ja pracuję w korpo:)), po drugie nie puszczą niesprawdzonej informacji, a nie sprawdzą jej bo to wkurwiająca, ale zwykła durnota, a po trzecie nawet jeśli puszczą to pozwiemy i media i konkurencję z bujną wyobraźnią
Prez po tym wywodzie lekko się uspokoił, unormował puls i przestał kurwować.