Nie ma to jak przy piątku usłyszeć, że może przyjść mnie zjebać jakiś przemiły człowiek, któremu Ala przypadkiem wbiła widły...
- no ale jak to wbiła mu pani widły?!
- no normalnie, bo pojechałam do castoramy po te widły i je kupiłam, no i jak je niosłam do samochodu to najwidoczniej go zaczepiłam...
- mhm, no trudno
- ale to jeszcze nie wszystko - wyznawała dalej skruszona - bo ja nawet tego nie zauważyłam, ale on zaczął się awanturować i zwyzywał mnie od ślepych kurew, więc mu powiedziałam że skoro tak się zwraca do kobiety to jest tępym chujem
- ahaaaaa
- a później poszedł za mną do auta i chciał wołać policję, ale wsiadłam i odjechałam...
Dodam że była na zakupach firmowym autem i nawet ślepy zauważyłby na nim nazwę firmy, więc wcale się nie zdziwię jak w poniedziałek przyjedzie do nas tępy chuj...
24 września 2010
22 września 2010
125.
Między mną, a naszym brokerem jest równe 25 lat różnicy wieku, co nie zmienia faktu, że świetnie się dogadujemy (zapewne dlatego, żem mało problemowa, odwalam za niego dużą część roboty bo mnie to interesuje i to lubię, no i najważniejsze w większości spięć z dyrekcją zazwyczaj trzymam jego stronę) i walimy do siebie per ty. Nasza dzisiejsza rozmowa na GŁOŚNIKU
- kurcze mam zapalenie oskrzeli, a chciałbym do was przyjechać pogadać z Prezem
- z tym zapaleniem oskrzeli? nie żartuj, ja z nim pogadam, a ty ze swoimi zarazkami siedźcie w swoim biurze ;)
- ależ moja droga przecież skoro jestem chory to nie będziemy się dziś całować ;)
- nie? to w sumie po co chcesz przyjeżdżać ;)?
Kurtyna, oklaski :)
- kurcze mam zapalenie oskrzeli, a chciałbym do was przyjechać pogadać z Prezem
- z tym zapaleniem oskrzeli? nie żartuj, ja z nim pogadam, a ty ze swoimi zarazkami siedźcie w swoim biurze ;)
- ależ moja droga przecież skoro jestem chory to nie będziemy się dziś całować ;)
- nie? to w sumie po co chcesz przyjeżdżać ;)?
Kurtyna, oklaski :)
15 września 2010
124.
Po urlopie jak zawsze w pracy mam akcję zajeb się, a nie daj się ;) Na to wpada Perez
- i co tam ciekawego?
- gardło mnie boli! a Wu. mówi że to przez pana, bo pan będąc chory zamiast leżeć w domu to przychodzi do pracy i rozsiewa zarazę!
- taaa i co jeszcze? jeszcze o kaloryfery mnie pani nie atakowała ;)
- już nadrabiam, bo taka prawda jest, tu jest zimno jak w psiarni, a Gosia na przykład jest w ciąży i jak zachoruje to co? nawet leków nie będzie mogła łykać, ale nie pooszczędzajmy sobie co tam pracownicy, grunt żeby rachunek za prąd był chory, a jak już się wszyscy pochorujemy to ciekawe kto będzie do pracy chodził?
- borze z tymi babami... dobra dzisiaj włączymy ogrzewanie - i zmył się jak zawsze kiedy jest atakowany, ale grunt że ciepełko zrobił ;)
- i co tam ciekawego?
- gardło mnie boli! a Wu. mówi że to przez pana, bo pan będąc chory zamiast leżeć w domu to przychodzi do pracy i rozsiewa zarazę!
- taaa i co jeszcze? jeszcze o kaloryfery mnie pani nie atakowała ;)
- już nadrabiam, bo taka prawda jest, tu jest zimno jak w psiarni, a Gosia na przykład jest w ciąży i jak zachoruje to co? nawet leków nie będzie mogła łykać, ale nie pooszczędzajmy sobie co tam pracownicy, grunt żeby rachunek za prąd był chory, a jak już się wszyscy pochorujemy to ciekawe kto będzie do pracy chodził?
- borze z tymi babami... dobra dzisiaj włączymy ogrzewanie - i zmył się jak zawsze kiedy jest atakowany, ale grunt że ciepełko zrobił ;)
2 września 2010
123.
W pracy rozdzielono ciasto i zarządzono pożarcie (to się nazywa ciężka robota, no nie ;)?)
- posiedzę z wami, ale za ciasto dziękuję - rzekłam
- ja pierdzielę wszyscy się w tej firmie odchudzają - zaintonowała Wu. 30 kilo żywej masy i to w ubraniu!
- a po co pani się odchudza? - dociekał Prez - ma pani złe wyniki?
- nie
- to po co? borze wy kobiety jesteście zryte z tym odchudzaniem, serio! w ogóle nie rozumiem po co to robicie - tu nastąpiła chwila namysłu i nadejście pozostałej ekipy pracowniczej - ja już wiem! ślub będzie :) tak, zgadłem? eee widzę jak się pani uśmiecha, słuchajcie ślub będzie :D
Nim zdążyłam sprostować gwiazda jebnęła drzwiami, wzięła swego focha pod pachę i poszła w długą.
No pewnie są powody do obrażania się - Gosia śmiała wyjść za mąż i być w ciąży przed gwiazdą, ja mam rzekomo brać ślub. Ja pierdolę.
- posiedzę z wami, ale za ciasto dziękuję - rzekłam
- ja pierdzielę wszyscy się w tej firmie odchudzają - zaintonowała Wu. 30 kilo żywej masy i to w ubraniu!
- a po co pani się odchudza? - dociekał Prez - ma pani złe wyniki?
- nie
- to po co? borze wy kobiety jesteście zryte z tym odchudzaniem, serio! w ogóle nie rozumiem po co to robicie - tu nastąpiła chwila namysłu i nadejście pozostałej ekipy pracowniczej - ja już wiem! ślub będzie :) tak, zgadłem? eee widzę jak się pani uśmiecha, słuchajcie ślub będzie :D
Nim zdążyłam sprostować gwiazda jebnęła drzwiami, wzięła swego focha pod pachę i poszła w długą.
No pewnie są powody do obrażania się - Gosia śmiała wyjść za mąż i być w ciąży przed gwiazdą, ja mam rzekomo brać ślub. Ja pierdolę.
27 sierpnia 2010
122.
Dzwoni do mnie Prez
- wie pani co to jest pozycjoner rąk?
- słucham?
- no pozycjoner rąk
- nie mam pojęcia
- to pani przyjdzie do mnie
No to mi pokazał pozycjoner rąk, zastanawialiśmy się jak tego się używa i w zasadzie do czego to służy, zjechanie myszką na dół rozwiało nasze wątpliwości, a przy okazji zniesmaczyło vice, która zareagowała krzykiem i z piskiem uciekła od laptopa
- gdzie lecisz :D przeca to żywy model jest ;)
- pierdolę to, już śniadania nie zjem!
My niezrażeni dalej debatujemy
- ale to dyskryminacja jest, powinien być np. pozycjoner biustu żeby się klientce nie rozjeżdżał podczas leżenia
- albo uwypuklacz przyrodzenia tylko dla prawdziwych macho ;)
- oboje jesteście walnięci! wy i to wasze funeralne poczucie humoru! - drze się vice z pokoju obok
- wie pani co to jest pozycjoner rąk?
- słucham?
- no pozycjoner rąk
- nie mam pojęcia
- to pani przyjdzie do mnie
No to mi pokazał pozycjoner rąk, zastanawialiśmy się jak tego się używa i w zasadzie do czego to służy, zjechanie myszką na dół rozwiało nasze wątpliwości, a przy okazji zniesmaczyło vice, która zareagowała krzykiem i z piskiem uciekła od laptopa
- gdzie lecisz :D przeca to żywy model jest ;)
- pierdolę to, już śniadania nie zjem!
My niezrażeni dalej debatujemy
- ale to dyskryminacja jest, powinien być np. pozycjoner biustu żeby się klientce nie rozjeżdżał podczas leżenia
- albo uwypuklacz przyrodzenia tylko dla prawdziwych macho ;)
- oboje jesteście walnięci! wy i to wasze funeralne poczucie humoru! - drze się vice z pokoju obok
25 sierpnia 2010
121.
Umiłowani klienci i ich problemy. Dzwoni pani, ordynarnie jest od samego początku
- czy ja dostanę zwrot!?
- a może mi pani podać na przykład swoje nazwisko? (najpopularniejsze polskie nazwisko to Ja...)
- Jan Kowalski
- Pan Jan to zmarły czy osoba na którą była wystawiona faktura?
- chyba logiczne, że zmarły, w końcu to ja - jego żona dzwonię!
- no nie do końca takie logiczne, różni ludzie dzwonią w różnych sprawach. Zwrot pani dostanie, jak przyjdzie do pani pismo to proszę się do nas zgłosić.
A gwarantuje ci pipo jedna że pismo dostaniesz jako jedna z ostatnich ;>
Dziś rano pochwaliłam się, że mamy niską szkodowość. Pół godziny później przyjechał do nas pan, któremu wybyliśmy szybę w aucie. Przyjęłam do wiadomości, spisałam i sfotografowałam co trza, a pan i tak nie był do końca przekonany czy ja tę szkodę zgłoszę. Podpisałam mu zobowiązanie, podwójne, dałam na wszelki wypadek nr polisy, jak zażądał numeru do właściciela nerw mi drgnął:
- z dowodu też pan będzie chciał nas spisać..? (i numery buta poznać)
Kilka godzin później wybiliśmy szybę w autobusie. Kierowca najpierw mnie zjebał od góry do dołu, grzecznie przeprosiłam, tłumacząc że takie szkody się zdarzają, ale spokojnie - wszystko spiszemy i wypłacimy odszkodowanie.
- nie, nie, nie ja zawołam policję
- proszę bardzo, chociaż szczerze mówiąc nie wiem po co, ale ma pan do tego pełne prawo
Pojechałam na miejsce zdarzenia pragnąc spisać protokół, a kierowca któremu niezwykle się spieszyło począł zmierzać w kierunku baru.
- może dla pana wyglądam jak gówniara i nie do końca wzbudzam pańskie zaufanie, ale na ubezpieczeniach zjadłam już zęby, dlatego proszę żeby pan chwilowo nie dezerterował to spiszemy papiery
- ja już i tak wezwałem policję!
Na policję czekaliśmy 1,5 godziny (a ja mam od chuja pracy w firmie!!! no ale pan miał życzenie), kierowca 3 razy przychodził mnie opierdolić, że tyle musi czekać. Pierwsze dwa razy zniosłam, a za trzecim razem uprzejmie pana poinformowałam, że gdybyśmy załatwili sprawę tak jak proponowałam to trwałoby to 5 minut, ale że pan chciał koniecznie wezwać patrol to ma teraz usiąść na dupie i w ciszy czekać na spełnienie swojego widzimisie.
1,5 godz. wyjaśnialiśmy sobie jak to było, że się szyba zbiła, a na sam koniec kierowca został opierdolony przez patrol, że zawraca im dupę takimi gównami.
- czy ja dostanę zwrot!?
- a może mi pani podać na przykład swoje nazwisko? (najpopularniejsze polskie nazwisko to Ja...)
- Jan Kowalski
- Pan Jan to zmarły czy osoba na którą była wystawiona faktura?
- chyba logiczne, że zmarły, w końcu to ja - jego żona dzwonię!
- no nie do końca takie logiczne, różni ludzie dzwonią w różnych sprawach. Zwrot pani dostanie, jak przyjdzie do pani pismo to proszę się do nas zgłosić.
A gwarantuje ci pipo jedna że pismo dostaniesz jako jedna z ostatnich ;>
Dziś rano pochwaliłam się, że mamy niską szkodowość. Pół godziny później przyjechał do nas pan, któremu wybyliśmy szybę w aucie. Przyjęłam do wiadomości, spisałam i sfotografowałam co trza, a pan i tak nie był do końca przekonany czy ja tę szkodę zgłoszę. Podpisałam mu zobowiązanie, podwójne, dałam na wszelki wypadek nr polisy, jak zażądał numeru do właściciela nerw mi drgnął:
- z dowodu też pan będzie chciał nas spisać..? (i numery buta poznać)
Kilka godzin później wybiliśmy szybę w autobusie. Kierowca najpierw mnie zjebał od góry do dołu, grzecznie przeprosiłam, tłumacząc że takie szkody się zdarzają, ale spokojnie - wszystko spiszemy i wypłacimy odszkodowanie.
- nie, nie, nie ja zawołam policję
- proszę bardzo, chociaż szczerze mówiąc nie wiem po co, ale ma pan do tego pełne prawo
Pojechałam na miejsce zdarzenia pragnąc spisać protokół, a kierowca któremu niezwykle się spieszyło począł zmierzać w kierunku baru.
- może dla pana wyglądam jak gówniara i nie do końca wzbudzam pańskie zaufanie, ale na ubezpieczeniach zjadłam już zęby, dlatego proszę żeby pan chwilowo nie dezerterował to spiszemy papiery
- ja już i tak wezwałem policję!
Na policję czekaliśmy 1,5 godziny (a ja mam od chuja pracy w firmie!!! no ale pan miał życzenie), kierowca 3 razy przychodził mnie opierdolić, że tyle musi czekać. Pierwsze dwa razy zniosłam, a za trzecim razem uprzejmie pana poinformowałam, że gdybyśmy załatwili sprawę tak jak proponowałam to trwałoby to 5 minut, ale że pan chciał koniecznie wezwać patrol to ma teraz usiąść na dupie i w ciszy czekać na spełnienie swojego widzimisie.
1,5 godz. wyjaśnialiśmy sobie jak to było, że się szyba zbiła, a na sam koniec kierowca został opierdolony przez patrol, że zawraca im dupę takimi gównami.
21 sierpnia 2010
120.
W środę naszemu pracownikowi umarła teściowa, z którą co prawda nie utrzymywał kontaktów od zawsze, ale zasiłek chętnie pobrał. Przygotowałam mu wszystkie dokumenty i pobujałam w świat.
W czwartek przyszedł nasz inny zapłakany pracownik - zmarł mu 3-letni synek. Mały był od samego urodzenia chory na serce, w końcu po 3 latach lekarze z CZD postanowili że jest na tyle silny żeby go zoperować. Operacja się udała, wszystko było w porządku, kiedy już prawie skończyli mały przestał oddychać. Jak się później okazało miał zakrzep w płucu, zmarł na stole. Ciężko było przygotować temu panu dokumenty :(
W piątek policja zgłosiła nam że mają prokuratorski przewóz zwłok - znaczy się rozegrała się jakaś tragedia i trzeba jechać po klienta. Nie wiadomo po kogo bo zmarły nie ma żadnych danych, nasi pracownicy pojechali po - jak się okazało na miejscu - ich kolegę z pracy, którego zwolniliśmy w poniedziałek za notoryczne przychodzenie do pracy po pijaku. Powiesił się.
Są takie dni, że naprawdę nie mam siły.
W czwartek przyszedł nasz inny zapłakany pracownik - zmarł mu 3-letni synek. Mały był od samego urodzenia chory na serce, w końcu po 3 latach lekarze z CZD postanowili że jest na tyle silny żeby go zoperować. Operacja się udała, wszystko było w porządku, kiedy już prawie skończyli mały przestał oddychać. Jak się później okazało miał zakrzep w płucu, zmarł na stole. Ciężko było przygotować temu panu dokumenty :(
W piątek policja zgłosiła nam że mają prokuratorski przewóz zwłok - znaczy się rozegrała się jakaś tragedia i trzeba jechać po klienta. Nie wiadomo po kogo bo zmarły nie ma żadnych danych, nasi pracownicy pojechali po - jak się okazało na miejscu - ich kolegę z pracy, którego zwolniliśmy w poniedziałek za notoryczne przychodzenie do pracy po pijaku. Powiesił się.
Są takie dni, że naprawdę nie mam siły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)