Zgodnie z przewidywaniami AELki prostowanie się rozpoczęło gwałtownie i dosadnie ;)
Zawitałam na chwilę* do macierzystej jednostki (JM) gdzie odbyliśmy długą i owocną rozmowę z prezem, podczas której opowiedziałam mu o wszystkich wnioskach, które to wyciągnęłam z tej obserwacji uczestniczącej. Później była mega awantura i to se ne wrati. Bynajmniej częściowo Terenia została naprostowana, a że zostało nam jeszcze kilka miesięcy razem zakładam, że o ile nie dojdzie do naprostowania absolutnego, to ta praca zdąży jej obrzydnąć do granic możliwości. Bywa.
* Moje zawitanie na chwilę zakończyło się 6godzinnym pobytem w firmie, bo Terenia co chwilę po mnie osrana dzwoniła, a rzekłam, że ma se radzić sama, bo ja tu taaakaaa zajebana robotą jestem, iż chyba nie wrócę. Jeden dzień koszmaru znacznie poprawił jej umiejętność obsługi nowego programu. Terapia wstrząsowa bywa skuteczna jak widać.
Kiedy tylko przekroczyłam próg JM Wu. zaciągnęła mnie do siebie i dzieli się nowiną:
- słuchaj masz problem, nie zgadzają mi się pieniądze z rozliczenia które robiłaś
- no sorry Wu. ale to TY masz problem, bo ja rozliczenie zrobiłam, przekazałam ci pieniądze i wszystko było ok, prosiłam żebyś usiadła ze mną, policzyła, ale wolałaś podpisać papier i mnie spławiłaś, więc to nie jest mój problem - tu Wu. się osrała, więc z dobroci serca sprawdziłam wszystko jeszcze raz i faktycznie brakuje kilkunastu zł, aczkolwiek po 3 tygodniach ciężko stwierdzić czy to ja się jebłam, czy ona gdzieś upłynniła kasę... Znam Wu. i wiem, że będzie robiła wszystko, żeby zwalić winę na kogokolwiek, więc odpuściłam sobie gadki umoralniające, bo ja widzę tę jej minę srającego kota na pustyni... - Wu. masz tu te kilkanaście złotych i spierdalaj...
Kilka dni później dzwoni wkurwiona Vice, bo coś jest najebane w papierach księgowych. Coś co miała za mnie zrobić Wu., ja jej napisałam jak tego dokonać, a ona najebała.
- i mi wmawia, że to Ty jej kazałaś jej tak zrobić - relacjonuje mi Vice
- a to suka...
- no to jej mówię, żeby nie ściemniała, bo nigdy byś nic tak głupiego nie zrobiła, poza tym przy mnie pisałaś jej krok po kroku jak ma to załatwić...
- i co ona na to?
- no więc skoro obczaiła, że na Ciebie winy tym razem nie zwali, to zwaliła na księgowość, że to dziewczyny źle zrobiły przelew
Wu. któryś raz z rzędu najpierw mi robi koło dupy, a później jak gdyby nigdy nic do mnie dzwoni, prosi o pomoc i szczebioce jak pierdolony zadowolony z życia wróbelek. Czekałam na telefon od jaśniepani z żądzą zemsty... Doczekałam się dziś, zadzwoniła i wyłuszczyła swój problem życiowy oczekując pomocy
- Wu. nie wiem co masz zrobić, zapytaj Vice
- a czemu jej? - ona jak słyszy, że ma zapytać Vice to już jej serdunio wali 150/min
- bo zdaje się, że ostatnio wszystko ci mówię źle, wszystko robię źle i później dzwoni do mnie Vice i mnie jebie za to co ty spierdoliłaś, a wmawiasz wszystkim, że to moja wina. Sorry, skończyło się, nie zamierzam brać odpowiedzialności za twoje błędy, to nie jest przedszkole! - i tu bym zakończyła gdyby nie wyskoczyła z kolejną fantastyczną propozycją
- ok... a jeszcze jedno, mogłabyś w wolnym czasie wyskoczyć nam po druki urlopowe?
- Wu., czy ty myślisz, że ja tu jestem, kurwa, na wakacjach?! Ja mam ci gdzieś skakać? Ja tu pracuję i nie mam czasu za załatwianie twoich spraw, jak ty sobie to wyobrażasz, wyjdę z pracy, bo ty masz taką potrzebę? Dziewczyno, no bądź poważna...
16 stycznia 2012
9 stycznia 2012
198.
- pozwól mi chwilę u siebie odpocząć od Tereski, bo Buk mi świadkiem, że jeszcze chwilę i ją tymi ręcyma, kurwa, uduszę - rzekłam padając na krzesło u Agi
- a co ona znowu zrobiła :)?
- wiesz, ja rozumiem, że ktoś jest stary, że mamy nowy program i komuś się nie chce uczyć, ale jak do chuja pana pracuje zamiast siedzieć na emeryturze to niech PRACUJE. Ty wiesz, że ona cały czas biega spanikowana, bo tu jej coś wyskoczyło (pisało jak wół "wpisz imię i nazwisko kontrahenta" tępa dzido!), bo jej drukarka nie działa (albowiem się kabel odłączył, ale zanim sprawdziła to zdążyła już zadzwonić do informatyka), bo jak drukarka zaczęła działać to drukuje 5 raz tę samą fakturę (no bo po co anulować drukowanie..?), a już absolutnym szczytem dla mnie jest hasło powitalne do klienta: "państwo pójdą do koleżanki obok". A ona to jest na wakacjach?!
- no proszę jak szybko poczyniłaś te obserwacje, przyznam że ja się dłużej orientowałam :)
Siedzę i milionowy raz tłumaczę co robimy jak spierdolimy papierologie. Tereska się denerwuje, bo to nie tak, to inaczej, tak być nie może, klika gdzieś na ślepo czyniąc przy tym więcej szkód niż pożytku...
- pani Tereso, SPOKOJNIE, POWOLI
- weź mi to sama zrób
- nie, pani musi to zrobić, bo ja (naczelny, kurwa, help desk dla opornych) pójdę wkrótce do swojego biura i co wtedy? kto to za panią zrobi?
- zadzwonię, przyjdziesz i zrobisz
O kurwa, takiego wała.
Rozmowa z Agą o wizji mojej przyszłej pani kierownik.
- zostało mi zakomunikowane, iż jak jest dużo pracy to do roboty przychodzimy również w sobotę i że w tym dziale nie ma urlopów
- hehe i co ty na to?
- powiedziałam, że jak człowiek jest dobrze zorganizowany (a nie taki spanikowany i osrany jak Terenia) to wykona swoją pracę w czasie do tego przeznaczonym, że nie mam w umowie zapisu o nienormowanym czasie pracy (w domyśle woła z siebie zrobić nie dam), a jeśli idzie o urlopu to ja mam deal z prezesem i ogólnie rzecz ujmując mam głęboko w poważaniu jej system urlopowania
- i bdb, a co ona na to :)?
- a to już jej problem :) i tak już mam przejebane, bo od tygodnia przejęłam jej monopol na zarządzanie wszechświatem (dzwoni do mnie prez, vice, naczelni informatycy i to ze mną ustalają to co boskie i cesarskie)
Wspominałam już, że będzie fajnie ;)?
- a co ona znowu zrobiła :)?
- wiesz, ja rozumiem, że ktoś jest stary, że mamy nowy program i komuś się nie chce uczyć, ale jak do chuja pana pracuje zamiast siedzieć na emeryturze to niech PRACUJE. Ty wiesz, że ona cały czas biega spanikowana, bo tu jej coś wyskoczyło (pisało jak wół "wpisz imię i nazwisko kontrahenta" tępa dzido!), bo jej drukarka nie działa (albowiem się kabel odłączył, ale zanim sprawdziła to zdążyła już zadzwonić do informatyka), bo jak drukarka zaczęła działać to drukuje 5 raz tę samą fakturę (no bo po co anulować drukowanie..?), a już absolutnym szczytem dla mnie jest hasło powitalne do klienta: "państwo pójdą do koleżanki obok". A ona to jest na wakacjach?!
- no proszę jak szybko poczyniłaś te obserwacje, przyznam że ja się dłużej orientowałam :)
Siedzę i milionowy raz tłumaczę co robimy jak spierdolimy papierologie. Tereska się denerwuje, bo to nie tak, to inaczej, tak być nie może, klika gdzieś na ślepo czyniąc przy tym więcej szkód niż pożytku...
- pani Tereso, SPOKOJNIE, POWOLI
- weź mi to sama zrób
- nie, pani musi to zrobić, bo ja (naczelny, kurwa, help desk dla opornych) pójdę wkrótce do swojego biura i co wtedy? kto to za panią zrobi?
- zadzwonię, przyjdziesz i zrobisz
O kurwa, takiego wała.
Rozmowa z Agą o wizji mojej przyszłej pani kierownik.
- zostało mi zakomunikowane, iż jak jest dużo pracy to do roboty przychodzimy również w sobotę i że w tym dziale nie ma urlopów
- hehe i co ty na to?
- powiedziałam, że jak człowiek jest dobrze zorganizowany (a nie taki spanikowany i osrany jak Terenia) to wykona swoją pracę w czasie do tego przeznaczonym, że nie mam w umowie zapisu o nienormowanym czasie pracy (w domyśle woła z siebie zrobić nie dam), a jeśli idzie o urlopu to ja mam deal z prezesem i ogólnie rzecz ujmując mam głęboko w poważaniu jej system urlopowania
- i bdb, a co ona na to :)?
- a to już jej problem :) i tak już mam przejebane, bo od tygodnia przejęłam jej monopol na zarządzanie wszechświatem (dzwoni do mnie prez, vice, naczelni informatycy i to ze mną ustalają to co boskie i cesarskie)
Wspominałam już, że będzie fajnie ;)?
4 stycznia 2012
197.
Tu to będą dopiero kurwa kwiatki...
Dziewczęta jak cokolwiek napierdolą to przychodzą do mnie po pomoc. Dziś napierdolenie osiągnęło wyżyny absurdu
- ni chuja nie wiem jak to poprawić, proponuje żebyście zadzwoniły do Vice i jej powiedziały, może ona jakoś to odkręci - gdyż mi już zakończyły się pomysły i wszystko mi opadło
- o nie, nigdzie nie będę dzwoniła, nabiję to na kasę
- no jak na kasę? przecież wtedy to już będzie narąbane na maksa - tu owo napierdolone zostało, a jakże, ufiskalnione... - zadzwońcie do Vice
- nie, bo jak zadzwonię do niej to ona mnie opieprzy
- no teraz to tylko opieprzy, a na koniec miesiąca jak tu wpadnie to zrobi taką jazdę, że klękajcie narody...
Myślicie, że zadzwoniła..? Domniemam, że przy zamykaniu miesiąca dojdzie tu do seryjnego mordu.
Hitem byli mili państwo - matka lat 70 i dwójka jej dzieci +/- 50 r.ż. Państwo przyszli załatwić pogrzeb męża i ojca. Przy czym dało się zauważyć solidne wkurwienie i mega focha na zmarłego albowiem:
- gdyby umarł po 10 to dostalibyśmy jeszcze emeryturę, a tak pieniądze chuj strzelił
Serio zbierałam szczękę z podłogi.
Dziewczęta jak cokolwiek napierdolą to przychodzą do mnie po pomoc. Dziś napierdolenie osiągnęło wyżyny absurdu
- ni chuja nie wiem jak to poprawić, proponuje żebyście zadzwoniły do Vice i jej powiedziały, może ona jakoś to odkręci - gdyż mi już zakończyły się pomysły i wszystko mi opadło
- o nie, nigdzie nie będę dzwoniła, nabiję to na kasę
- no jak na kasę? przecież wtedy to już będzie narąbane na maksa - tu owo napierdolone zostało, a jakże, ufiskalnione... - zadzwońcie do Vice
- nie, bo jak zadzwonię do niej to ona mnie opieprzy
- no teraz to tylko opieprzy, a na koniec miesiąca jak tu wpadnie to zrobi taką jazdę, że klękajcie narody...
Myślicie, że zadzwoniła..? Domniemam, że przy zamykaniu miesiąca dojdzie tu do seryjnego mordu.
Hitem byli mili państwo - matka lat 70 i dwójka jej dzieci +/- 50 r.ż. Państwo przyszli załatwić pogrzeb męża i ojca. Przy czym dało się zauważyć solidne wkurwienie i mega focha na zmarłego albowiem:
- gdyby umarł po 10 to dostalibyśmy jeszcze emeryturę, a tak pieniądze chuj strzelił
Serio zbierałam szczękę z podłogi.
2 stycznia 2012
196.
No to poszłam byłam w nowe miejsce. Kazali mi usiąść i obserwować. Czad, można bezkarnie, oficjalnie siedzieć, nic nie robić i jeszcze ci za to płacą ;)
No i tak sobie siedzę całe 7 minut, po czym się okazuje, że nowy dla nas wszystkich program na którym od dziś będziem robotać pokonał moje nowe koleżanki i one po 2 tygodniach szkolenia nie potrafią otworzyć nowego raportu kasowego. Ja po 2 godzinach szkolenia potrafiłam...
Później stwierdziłam, że program będzie bardziej idiot friendly kiedy doda się do niego kilka kolumn, co też uczyniłam ku zaskoczeniu koleżanek, pani kierownik i pana informatyka z firmy programowej, który stwierdził, że ni chuja nie ma pojęcia jakem tego dokonała, bo to niby trzeba umieć programować i mieć skończony Harvard co najmniej...
Kiedy już zostałam okrzyknięta Boginią tego kurestwa na którym będziem się teraz męczyć wszyscy odetchnęli z ulgą i włażą mi w tyłek po same migdały.
No więc chyba będzie dobrze ;)
No i tak sobie siedzę całe 7 minut, po czym się okazuje, że nowy dla nas wszystkich program na którym od dziś będziem robotać pokonał moje nowe koleżanki i one po 2 tygodniach szkolenia nie potrafią otworzyć nowego raportu kasowego. Ja po 2 godzinach szkolenia potrafiłam...
Później stwierdziłam, że program będzie bardziej idiot friendly kiedy doda się do niego kilka kolumn, co też uczyniłam ku zaskoczeniu koleżanek, pani kierownik i pana informatyka z firmy programowej, który stwierdził, że ni chuja nie ma pojęcia jakem tego dokonała, bo to niby trzeba umieć programować i mieć skończony Harvard co najmniej...
Kiedy już zostałam okrzyknięta Boginią tego kurestwa na którym będziem się teraz męczyć wszyscy odetchnęli z ulgą i włażą mi w tyłek po same migdały.
No więc chyba będzie dobrze ;)
20 grudnia 2011
195.
No i stało się. Weekend minął, myślałam, spać nie mogłam i wymóżdżyłam (a raczej wymóżdżyliśmy, bom się z chłopem własnym naradzała jako z niezaangażowanym w me pracowe bolączki, przy okazji okazało się, że ta bestia mnie uważnie słucha i całkiem dobrze wyłapuje to co autorka zawarła między wierszami), stało się. That's official. Spróbuję, zobaczę, że dam radę to wiem, ale czy się nie wykończę przy okazji..?
Zostały mi raptem 3 dni w tym miejscu, później urlop i zmiana.
Zostały mi raptem 3 dni w tym miejscu, później urlop i zmiana.
17 grudnia 2011
194.
Tuż przed samym końcem pracy woła mnie Prez
- pani usiądzie - proponuje
- mhm, nie lubię rozmów, które się tak zaczynają...
- mam dla pani propozycję... - chwila ciszy i budowania napięcia, pokazuję mu ręką żeby kontynuował - chciałbym, żeby się pani przeniosła do naszego drugiego oddziału na miejsce A. - tu mnie zatkało, siedzę i milczę... - nie musi mi pani dziś odpowiadać, ma pani weekend do namysłu
- ale tam jest kierowniczka, a ona jak pan wie jest specyficzną osobą :(
- wiem, ale właśnie ona sama panią chce do siebie na to miejsce, tylko panią nikogo innego
Wyszłam od niego wkurwiona i polazłam do mojej kierowniczki, po to żeby ją opr, że wiedziała i nic mi nie powiedziała, tylko pozwoliła mu tak bardzo mnie zaskoczyć. A ona się popłakała...
- nic nie wiedziałam, nic mi nie powiedział, jeśli zdecydujesz, że przejdziesz będzie mi bardzo, bardzo szkoda, ale nie mogę ci nic narzucić, bo powinnam się kierować dobrem pracownika, a tam będziesz miała większe pieniądze
- bo jak siedzisz u góry - wtrąca się Wu. - i nie widzimy co robisz, to myślimy, że nic nie robisz - wiedziałam, kurwa! - ale ostatnio jak cię nie było i musiałam cię zastąpić to był dramat, tam wiecznie ktoś coś chce, wiecznie ktoś przychodzi, dzwoni, atakuje, tam jest taki zajeb, że naprawdę ci nie zazdroszczę, a jak odejdziesz to wszystko spadnie na nas dopóki ktoś nowy się tego nie nauczy :(
Cała sytuacja ma swoje plusy.
- wiesz, pracujecie już 5 lat razem, miałyście już niejedną scysję - racjonalizuje moja matka - więc ona już wie, że nie dasz po sobie jechać
- tak, to prawda, ale co innego zjebać się wzajemnie przez telefon i mieć focha na odległość, a co innego przeżywać to drzwi w drzwi - bo moje nowe biuro ma być tuż obok jej
- pani usiądzie - proponuje
- mhm, nie lubię rozmów, które się tak zaczynają...
- mam dla pani propozycję... - chwila ciszy i budowania napięcia, pokazuję mu ręką żeby kontynuował - chciałbym, żeby się pani przeniosła do naszego drugiego oddziału na miejsce A. - tu mnie zatkało, siedzę i milczę... - nie musi mi pani dziś odpowiadać, ma pani weekend do namysłu
- ale tam jest kierowniczka, a ona jak pan wie jest specyficzną osobą :(
- wiem, ale właśnie ona sama panią chce do siebie na to miejsce, tylko panią nikogo innego
Wyszłam od niego wkurwiona i polazłam do mojej kierowniczki, po to żeby ją opr, że wiedziała i nic mi nie powiedziała, tylko pozwoliła mu tak bardzo mnie zaskoczyć. A ona się popłakała...
- nic nie wiedziałam, nic mi nie powiedział, jeśli zdecydujesz, że przejdziesz będzie mi bardzo, bardzo szkoda, ale nie mogę ci nic narzucić, bo powinnam się kierować dobrem pracownika, a tam będziesz miała większe pieniądze
- bo jak siedzisz u góry - wtrąca się Wu. - i nie widzimy co robisz, to myślimy, że nic nie robisz - wiedziałam, kurwa! - ale ostatnio jak cię nie było i musiałam cię zastąpić to był dramat, tam wiecznie ktoś coś chce, wiecznie ktoś przychodzi, dzwoni, atakuje, tam jest taki zajeb, że naprawdę ci nie zazdroszczę, a jak odejdziesz to wszystko spadnie na nas dopóki ktoś nowy się tego nie nauczy :(
Cała sytuacja ma swoje plusy.
- jest to awans
- bardziej odpowiedzialny zakres obowiązków
- zdecydowanie więcej pracy, szczególnie księgowej
- w 80% zmiana zakresu obowiązków (a nie oszukujmy się potrzebuję zmiany, bo lekko się wypaliłam), w 20% przejdzie za mną część starych rzeczy
- z drugiej lokalizacji mam trochę bliżej do domu
- własne biuro z klimatyzacją, czego zawsze w trakcie upałów zazdrościłam A. ;)
- większa kasa
- choleryczną kierowniczkę, która naprawdę momentami jedzie po bandzie i pracownicy nie wytrzymują
- średnia wieku wynosi 50+ i osoby tam pracujące nie są zbyt kumate, więc A. ciągnęła całą pracę tej lokalizacji na swoich barkach
- jedna z pań tam pracujących dosyć często zapija i wtedy musiałabym ją zastępować odkładając na ten czas swoją pracę
- A. jest filarem tej lokalizacji, więc kierowniczka nie chce jej puszczać na urlop i nie spodziewam się, że mnie by puszczała...
- wiesz, pracujecie już 5 lat razem, miałyście już niejedną scysję - racjonalizuje moja matka - więc ona już wie, że nie dasz po sobie jechać
- tak, to prawda, ale co innego zjebać się wzajemnie przez telefon i mieć focha na odległość, a co innego przeżywać to drzwi w drzwi - bo moje nowe biuro ma być tuż obok jej
1 grudnia 2011
193.
Staram się rozliczyć jednemu z naszych lokatorów czynsz. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że pan ma dofinansowanie do czynszu z kilku miejsc, dopłatę przyjmowała średnio zorientowana osoba, a ja jesteszcze ten cały burdel lokatora muszę ogarnąć i porefakturować na odpowiednie kilka instytucji - część z Vatem, część bez Vatu, bo przecież nie może być zbyt pięknie :-)
Wiszę z kasjerką na telefonie, liczę i ni chuja nie wychodzi mi tak jak powinno wyjść
- a może od tej części trzeba odjąć to i to i wyjdzie? - sugeruje kasjerka
- pani I. no nie wychodzi, jest za dużo o 581,34 zł :-/
- to może nie odejmuje się tego, dodaje się tamto, a odejmuje się jeszcze coś?
- nie, tak też już sprawdzałam, w którą stronę bym nie policzyła wychodzi nie wiadomo skąd nadpłata, bo też urząd jak napisze pismo to się kurde ni kupy ni dupy nie trzyma!
- Kowalski ma nadpłatę? - pyta Prez - nie widzę problemu, ja biorę 20%, a resztą dzielicie się po połowie ;-)
Wiszę z kasjerką na telefonie, liczę i ni chuja nie wychodzi mi tak jak powinno wyjść
- a może od tej części trzeba odjąć to i to i wyjdzie? - sugeruje kasjerka
- pani I. no nie wychodzi, jest za dużo o 581,34 zł :-/
- to może nie odejmuje się tego, dodaje się tamto, a odejmuje się jeszcze coś?
- nie, tak też już sprawdzałam, w którą stronę bym nie policzyła wychodzi nie wiadomo skąd nadpłata, bo też urząd jak napisze pismo to się kurde ni kupy ni dupy nie trzyma!
- Kowalski ma nadpłatę? - pyta Prez - nie widzę problemu, ja biorę 20%, a resztą dzielicie się po połowie ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)