2 stycznia 2012

196.

No to poszłam byłam w nowe miejsce. Kazali mi usiąść i obserwować. Czad, można bezkarnie, oficjalnie siedzieć, nic nie robić i jeszcze ci za to płacą ;)
No i tak sobie siedzę całe 7 minut, po czym się okazuje, że nowy dla nas wszystkich program na którym od dziś będziem robotać pokonał moje nowe koleżanki i one po 2 tygodniach szkolenia nie potrafią otworzyć nowego raportu kasowego. Ja po 2 godzinach szkolenia potrafiłam...
Później stwierdziłam, że program będzie bardziej idiot friendly kiedy doda się do niego kilka kolumn, co też uczyniłam ku zaskoczeniu koleżanek, pani kierownik i pana informatyka z firmy programowej, który stwierdził, że ni chuja nie ma pojęcia jakem tego dokonała, bo to niby trzeba umieć programować i mieć skończony Harvard co najmniej...
Kiedy już zostałam okrzyknięta Boginią tego kurestwa na którym będziem się teraz męczyć wszyscy odetchnęli z ulgą i włażą mi w tyłek po same migdały.
No więc chyba będzie dobrze ;)

20 grudnia 2011

195.

No i stało się. Weekend minął, myślałam, spać nie mogłam i wymóżdżyłam (a raczej wymóżdżyliśmy, bom się z chłopem własnym naradzała jako z niezaangażowanym w me pracowe bolączki, przy okazji okazało się, że ta bestia mnie uważnie słucha i całkiem dobrze wyłapuje to co autorka zawarła między wierszami), stało się. That's official. Spróbuję, zobaczę, że dam radę to wiem, ale czy się nie wykończę przy okazji..?
Zostały mi raptem 3 dni w tym miejscu, później urlop i zmiana.

17 grudnia 2011

194.

Tuż przed samym końcem pracy woła mnie Prez
- pani usiądzie - proponuje
- mhm, nie lubię rozmów, które się tak zaczynają...
- mam dla pani propozycję... - chwila ciszy i budowania napięcia, pokazuję mu ręką żeby kontynuował - chciałbym, żeby się pani przeniosła do naszego drugiego oddziału na miejsce A. - tu mnie zatkało, siedzę i milczę... - nie musi mi pani dziś odpowiadać, ma pani weekend do namysłu
- ale tam jest kierowniczka, a ona jak pan wie jest specyficzną osobą :(
- wiem, ale właśnie ona sama panią chce do siebie na to miejsce, tylko panią nikogo innego

Wyszłam od niego wkurwiona i polazłam do mojej kierowniczki, po to żeby ją opr, że wiedziała i nic mi nie powiedziała, tylko pozwoliła mu tak bardzo mnie zaskoczyć. A ona się popłakała...
- nic nie wiedziałam, nic mi nie powiedział, jeśli zdecydujesz, że przejdziesz będzie mi bardzo, bardzo szkoda, ale nie mogę ci nic narzucić, bo powinnam się kierować dobrem pracownika, a tam będziesz miała większe pieniądze
- bo jak siedzisz u góry - wtrąca się Wu. - i nie widzimy co robisz, to myślimy, że nic nie robisz - wiedziałam, kurwa! - ale ostatnio jak cię nie było i musiałam cię zastąpić to był dramat, tam wiecznie ktoś coś chce, wiecznie ktoś przychodzi, dzwoni, atakuje, tam jest taki zajeb, że naprawdę ci nie zazdroszczę, a jak odejdziesz to wszystko spadnie na nas dopóki ktoś nowy się tego nie nauczy :(

Cała sytuacja ma swoje plusy.
  • jest to awans
  • bardziej odpowiedzialny zakres obowiązków
  • zdecydowanie więcej pracy, szczególnie księgowej
  • w 80% zmiana zakresu obowiązków (a nie oszukujmy się potrzebuję zmiany, bo lekko się wypaliłam), w 20% przejdzie za mną część starych rzeczy
  • z drugiej lokalizacji mam trochę bliżej do domu
  • własne biuro z klimatyzacją, czego zawsze w trakcie upałów zazdrościłam A. ;)
  • większa kasa
Ma też minusy.
  • choleryczną kierowniczkę, która naprawdę momentami jedzie po bandzie i pracownicy nie wytrzymują
  • średnia wieku wynosi 50+ i osoby tam pracujące nie są zbyt kumate, więc A. ciągnęła całą pracę tej lokalizacji na swoich barkach
  • jedna z pań tam pracujących dosyć często zapija i wtedy musiałabym ją zastępować odkładając na ten czas swoją pracę
  • A. jest filarem tej lokalizacji, więc kierowniczka nie chce jej puszczać na urlop i nie spodziewam się, że mnie by puszczała...
Nie wiem co mam zrobić. Niby awans, niby powinnam się poczuć doceniona, w obecnym miejscu też wiecznie ktoś robi mi pod górkę, też nie chcą mnie puścić na urlop. Zastanawiam się tylko czy ja wytrzymam z kierowniczką, która naprawdę stosuje mobbing jako styl zarządzania pracownikami...
- wiesz, pracujecie już 5 lat razem, miałyście już niejedną scysję - racjonalizuje moja matka - więc ona już wie, że nie dasz po sobie jechać
- tak, to prawda, ale co innego zjebać się wzajemnie przez telefon i mieć focha na odległość, a co innego przeżywać to drzwi w drzwi - bo moje nowe biuro ma być tuż obok jej

1 grudnia 2011

193.

Staram się rozliczyć jednemu z naszych lokatorów czynsz. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że pan ma dofinansowanie do czynszu z kilku miejsc, dopłatę przyjmowała średnio zorientowana osoba, a ja jesteszcze ten cały burdel lokatora muszę ogarnąć i porefakturować na odpowiednie kilka instytucji - część z Vatem, część bez Vatu, bo przecież nie może być zbyt pięknie :-)
Wiszę z kasjerką na telefonie, liczę i ni chuja nie wychodzi mi tak jak powinno wyjść
- a może od tej części trzeba odjąć to i to i wyjdzie? - sugeruje kasjerka
- pani I. no nie wychodzi, jest za dużo o 581,34 zł :-/
- to może nie odejmuje się tego, dodaje się tamto, a odejmuje się jeszcze coś?
- nie, tak też już sprawdzałam, w którą stronę bym nie policzyła wychodzi nie wiadomo skąd nadpłata, bo też urząd jak napisze pismo to się kurde ni kupy ni dupy nie trzyma!
- Kowalski ma nadpłatę? - pyta Prez - nie widzę problemu, ja biorę 20%, a resztą dzielicie się po połowie ;-)

29 listopada 2011

192.

Funeralne poczucie humoru to nasze zboczenie zawodowe...
Jakiś czas temu jesteśmy z moim mężczyzną na inscenizacji bitwy
- widzisz tylu zabitych będzie (tu wprowadził mnie w rys historyczny) a twoich chłopaków nie ma, tylu klientów wam ucieknie ;)
- się nie bój, jak tylko któryś zejdzie biegniemy do niego i klepiemy. Klient zaklepany - klient nasz ;)

Od rana dzwonię na pogrzebówkę i nie mogę się dodzwonić. Wkurwiona żalę się na głos
- no tak, a wypłatę to by pani chciała, więc oni na nią pracują ;)
- pfff, ja sama na nią pracuję, też w tym tygodniu klepnęłam nam klienta
- taaak? a jak się nazywał?
- Jan Kowalski - poszedł zerknąć na lapsa, wszedł w zlecenia pogrzebowe i dojrzał Jana po czym go wryło - no co? klient zaklepany - klient nasz ;) Oj to dziadek mojej koleżanki ze studiów...

Przeglądam karty zgonu ze szpitala
- jpd jaki pomór młodych ludzi był... same roczniki '70 i '80
- Roman mówi, że to na skutek expose Premiera i rewolucyjnych zmian w systemie emerytalnym ;)

24 listopada 2011

191.

Zepsuliśmy Pani okno. Procedura ubezpieczeniowa wygląda tak - oddamy Pani kasę, jak dostarczy nam fakturę. Jako, że Pani jest mocno starsza to wzięłam kasę za zepsute okno i do niej pojechałam.
- a od kiedy to my jeździmy do poszkodowanych? - pyta Prez
- jak to od kiedy? od kiedy zachodzi potrzeba... zresztą Pani to jakby nie patrzeć nasz target...
- i Pani myśli, że skoro zawiozła jej Pani kasę za wybite okno to ona się u nas pochowa?
- może nie, ale myślę, że nie zapomni wspomnieć sąsiadkom będącym w jej wieku jak cudownie, szybko i profesjonalnie załatwiliśmy jej szkodę, a u nich zakoduje się że jesteśmy solidna firma i być może przełoży się to na naszą, że tak to ujmę, sprzedaż
Marketing funeralny szeptany się kłania.

Wróciłam po chorobowym i nagle spiętrzyło mi się tyle spraw, że nie wyrabiam. Wczorajszy dzień:
- przyjeżdżam po kasę - zajmuje mi to 3 minuty,
- jadę na zakupy - bo do piątku muszę kompletnie wyposażyć gołe mieszkanie, oczywiście nie znajduję wszystkiego w jednym sklepie, więc latam po kilku,
- jadę do ubezpieczyciela wyjaśniać potwierdzenie sald wmawiające nam, że mamy samochody, których nigdy nie mieliśmy - nic nie załatwiam, bo ubezpieczycie swoje, a ja swoje, będziemy się zdzwaniać i sobie udowadniać, raczej ja im, że są osłami i mają rozpiździej w papierach ;>
- wracam do korpo - siadam do zaległych spraw, pracuję dokładnie 17 minut, bo muszę jechać do tego mieszkania które urządzam, albowiem coś się tam wyjebało...
Na miejscu spędzam 20 minut, 7 godzin i 40 minut poza korpo. 20 minut przed końcem pracy dzwoni mój Prezes
- gdzie Pani jest?
- oho szybko się Pan zorientował, że mnie dziś cały dzień nie ma ;) siedzę w mieszkaniu na G. raczej dziś już nie wrócę...
- o jaka szkoda, a ja dziś jadę na Pani osiedle, zabrałbym Panią do domu, a tak przepadło
- nic nie stoi na przeszkodzie żeby pan przyjechał po mnie na G. i zawiózł mnie do domu ;)
Przyjechał i zawiózł, bo nie miał czasu mi potruć w pracy, to potruł po drodze do domu ;)

1 listopada 2011

190.

Ludzie są jednak świniami...
Stoimy na cmentarzu przy grobie mojego ojca, 4 metry przed nami stoi rodzina, pani oparła się o pomnik znajdujący się za nią i nastąpiło wielkie BUM! Roztrzaskała komuś tablicę, państwo postanowili się oczywiście cichaczem zmyć. Ja zrobiłam zdjęcia i podchodzę do nich
- dzień dobry, nazywam się (...) jestem zajmuję się ubezpieczeniami w firmie, która zarządza tym cmentarzem i widziałam co się stało. Jako, że roztrzaskaliście Państwo czyjś pomnik poproszę o pani dane w razie gdyby zgłosiła się do nas poszkodowana rodzina.
- pani nic nam nie udowodni - odparł butnie mąż pani
- niestety muszę pana zmartwić, stałam 4 metry za państwem wszystko widziałam, mam świadków i zdjęcia
- danych nie podamy
- państwa wybór, mi wystarczą państwa zdjęcia, a po kartotece grobu i tak dojdę do tego kto opłacał miejsce, więc dane tak czy siak mam
Dodam, że ci państwo nie wyglądali na biednych, a mogiła którą rozwalili należy do bardzo skromnych i wątpię żeby właściciela pomnika było stać na wydanie ot tak kilku stów i naprawę pomnika. Zobaczymy, powalczymy.